wtorek, 7 grudnia 2010

Zaskoczony radością – C.S. Lewis


Powiedzieć, że Lewis jest moim ulubionym pisarzem, to tak, jakby stwierdzić, że lubię chleb z masłem. Zjadam kromkę i sięgam po następną. Okruszki spadają ze stołu. Żołądek trafi. I koniec.
Książki Lewisa nie są dla mnie czymś, co czytam i odkładam na półkę. Bo ten autor już dawno przestał być dla mnie ulubionym pisarzem, stał się czymś o wiele bliższym. I śmieszne może wydać się to, że uważam spotkanie z Lewisem za jedną ze wspanialszych rzeczy, jaka mnie spotka po śmierci.

Przyjaciół łączy zaufanie. Ono także łączy czytelnika i pisarza, który pisze autobiografię. Każdy opowiada o sobie inaczej. A jak opowiada Lewis? On poraża niesamowitą szczerością i otwartością. Pięknem w szczegółach i mądrością w pominięciach. Otwiera się przed nami w „Zaskoczonym radością” i opowiada o całym swoim życiu, o drodze do wiary, o ateizmie, miłości do książek, pisarstwie, rodzinie, bólu i radości. To, co pomija, nie jest ukryciem czegokolwiek przed czytelnikiem. Głównie skupia się w tej książce na swojej wierze. Lecz czymże jest wiara, jak nie naszym życiem, doświadczeniem i myślą.

Lewis nie tylko opowiada o swoim życiu, on także tłumaczy siebie, wewnętrzne paradoksy i zmiany myślenia. Układa swoją osobowość z wielu elementów, na które składają się głównie książki i ludzie. Jesteśmy niczym, bez tych, którzy nas otaczają, prawda?
Ale nie tylko o Lewisie możemy poczytać w tej książce. Mówiąc o swoim życiu, pisarz w rzetelny i dokładny sposób ukazuje nam realia panujące na przełomie XIX i XX wieku. Pokazuje świat oczami małego chłopca, jego myśli, emocje, przeżycia. Jak to jest dorastać? To jest tak, że masz ogromne problemy, które dorośli za problemy nie uważają. Myślę, że każdy z nas to przeżył. A mimo to, wewnętrzny świat małego Lewisa potrafi wstrząsną czytelnikiem i wywołać współczucie oraz podziw.
Bardzo ciekawa jest opowieść o tamtejszych szkołach. Jack snuje swoją opowieść przedstawiając ją z perspektywy małego chłopca, choć widzi swoje wspomnienia dojrzałym okiem. Jednak zależy mu na rzetelności, na dokładnym ukazaniu swojego sposobu myślenia, który zaprowadził go do stania się prawdziwym chrześcijaninem.

„Zaskoczony radością” to jedna z lepszych książek, jakie czytałam tego autora. Jej głównym atutem jest przede wszystkim żywość i szczerość. Lewis nie próbuje pokazać, jaki to on jest mądry czy wspaniały (choć owszem, jest! Ale nie musi tego pokazywać, ponieważ to widać gołym okiem). Pokazuje prawdę o sobie samym i owa prawda zachwyca, zaciekawia i intryguje. A sam Jack staje się nam jeszcze bliższy.


Esprit dziękuję za możliwość napisania recenzji :) 

25 komentarzy:

  1. Recenzja jak zwykle świetna i zachęcająca, ale książka raczej nie dla mnie. Po pierwsze autobiografie (czy biografie w ogóle) nie należą do moich ulubionych form (chociaż czasem lubię sobie do jakiejś zajrzeć), a po drugie Lewis do mojego osobistego grona ubóstwianych nie należy. Swoją drogą, widziałam gdzieś w swojej bibliotece nową biografię Tolkiena, może poszukam?;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moreni :) Ja sama nie przepadam za auto/biografiami. I Lewis jest chyba jedyną osobą, życiorysem której się niemal upijam. Jak widać, miłość bezbrzeżna ;)

    Biografia Tolkiena? Chętnie poczytam... ale Twoją recenzję :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytam. Masz to jak w banku. Twoja recenzja była dla mnie zbędna, ale to zapewne wiesz :D
    Pewnie moja będzie wyglądała tak samo. W ogóle zauważyłem, że przez niego robię się monotematyczny!
    Grzesiek na Blogspocie jako Sen Endymiona :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Grześku, bo o Lewisie nie da się pisać inaczej, niż w postaci ody pełnego uwielbienia ^^ A i tak się powstrzymywałam :) Czekam zatem na Twoją recenzję :)

    Na Blogspocie? To dwa blogi prowadzisz? Hmmm ^^ Nie wiedziałam :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna recenzja, no i o moim kochanym pisarzu. Słyszałem trochę już o ,,Zaskoczonym..." i książka jest niewątpliwie ciekawa. Co tu dużo mówić, czytałem biografię Lewisa napisaną przez wybitnego znawcę Inklingów - c. Durieza i śmiało mogę rzec, że czytało się jak powieść. Najbardziej przeżywa się związek Lewisa z Joy (ale to temat całkowicie odmienny). Nie mam pojęcia co ten Pisarz ma w sobie, ale nie da się go porzucić, odstawić w kąt jego książek. Do nich chce się wracać, nawet jeśli nie ma się czasu, to gdzieś podświadomie czai się ta tęsknota, chociaż żeby przekartkować którąś z książek.

    Co do biografii Tolkiena (mój kolejny ukochany pisarz, jest ich właściwie tylko dwóch: Lewis i właśnie Tolkien) to jej tytuł brzmi ,,Wizjoner i Marzyciel" (tak w ramach ciekawostki, gdyby ktoś chciał zakupić).

    Pozdrawiam i życzę dalszej fascynacji Lewisem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Darku, Lewis i ja to chyba dożywocie ^^ Dziękuję za ciepłe słowa. Ciężko mi pisać recenzje na jego książki, by zwykle mam ochotę po prostu krzyczeć z radości i się zachwycać. A w recenzji przecież nie o to chodzi ;)

    Polecam Ci tę książkę, szczególnie z racji Twojego tematu na ustny polski. Lewis pisze bardzo dużo o książkach, które wywarły na niego wpływ. Wiedziałeś, że czytał Quo Vadis?

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Lewis mnie intryguje. Przeczytałam wszystkie tomy "Opowieści z Narnii" i na tym się skończyło. Ciągle chcę przeczytać coś innego, ale zawsze staje na mojej drodze coś ważniejszego. A Twoje zdanie o nim sprawia, że czuję się zobowiązana coś przeczytać. Dlatego pierwszą książką jaką przeczytam po sesji będzie jakaś Lewisa. Co o tym sądzisz? Sprowadzasz mnie na złą drogę! Znowu!
    :*.

    OdpowiedzUsuń
  8. O jaka ja jestem zła! Sprowadzam Alinę na złą drogę! Każę jej czytać Lewisa! Zuo w czystej postaci! O jak mi z tym dobrze! Haaaa! :P

    Lubię Cię ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli kiedyś się spotkamy, to Ci wygarnę całe to Zuo ;P. Nosicielka Zła... :D.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiedziałem o tym, że czytał ,,Quo vadis", niewątpliwie jest to ciekawy fakt, jak ja się cieszę, że też mogłem przeczytać coś, co on także znał. Ciekawe, czy jakieś zapiski na temat tej książki sporządził, chociaż raczej zapiski sporządzał na temat dzieł średniowiecznych i renesansowych.

    Pozdrowienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Alino, już się nie mogę doczekać ^^


    Darku, tylko wspomniał. Czytał to w młodym wieku :) Ale dzielnie podkreśliłam i na marginesie napisałam 'Darek' :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nawet nie wiedziałam, że napisał swoją autobiografię. Kiedyś przeczytam na pewno. Nie Ciebie jedną ten facet oczarował słowem ;) Mistrz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hehe, miło mi, że pomyślałaś o mnie, ale skąd wiedziałaś, że czytałem ,,Quo vadis"(czyżby digart o tym wspomniał, tam mam cytat z tej książki) ? Tak jakoś ta książka Sienkiewicza na mnie patrzyła(gdzieś na początku tego roku) i jakoś się tak złożyło, że przeczytałem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przyjemnostki, ale w niebie to ja pierwsza z nim herbatkę piję :P Zaklepane :P
    Widziałaś może "Cienistą dolinę"?


    Darku, nie wiedziałam, telepatia ;) Po prostu czytanie właśnie tej książki bardzo mi pasowało do Twojej osobowości.


    Pozdrawiam Was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Recenzja światna, ale to juz wiesz. Aż pozazdrościłem i napisałem swoją. Miło,że wspomniał w książce o Macdonaldzie :) Może teraz więcej osób w naszym kraju się nim zainteresuje :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hm na mnie jak dotąd największe wrażenie wywarły Listy starego diabła do młodego (tak chyba brzmiał ten tytuł). Po prostu momentami, przewracały mój światopogląd do góry nogami:)
    Zaskoczonego radością na pewno przeczytam! Niektóre książki po prostu trzeba przeczytać, O!:)

    Tak zupełnie małym druczkiem: żołądek chyba traWi?:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj, nie lubię biografii :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Daniel, a widzisz jak ja Cię do pisania recenzji zachęcam? :P Powinni mi za to płacić ^^


    Paweł, oj koniecznie! I ja chcę Twoją recenzję :D Już się nie mogę doczekać :)
    A żołądek traWi i czytaaaaaaaaa :D:D:D Wymiatasz!!! Dziękuję! :D


    Mani, ja też nie :) Ale życie Lewisa czyta się jak niesamowitą powieść. Sztuką jest ciekawie żyć :)

    OdpowiedzUsuń
  19. To się nazywa siła telepatii xD Dałbym chyba plamy, gdybym nie przeczytał ,,Quo vadis" ;) Ja zazwyczaj ograniczam się tylko do krótkich biografii w leksykonach itp. gdy są wymagane na j.polski, ale Lewisa i Tolkiena życiorysy mógłbym czytać i pewnie nie znudziłyby mi się.

    PS. Założyłem tego bloga, o którym pisałem w liście i dodałem Cię Ario do listy polecanych, coby Ci doszło czytelników. Jeszcze niedopracowana do końca warstwa techniczna, ale recenzja już pierwsza jest.

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja dodałam Cię do swoich sznurków ^^ Niech i Tobie przybywa ludu :) A teraz lecę komentować Raskolnikowa! :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Dziękuję Ci za dodanie, ale mnie obskoczyło xD Podoba mi się Twój komentarz, taki ciepły i dający do myślenia, rzeczywiście twórczość Dostojewskiego jest taka smutna, jak to napisałaś.

    Dzięki jeszcze raz ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przyjemność po mojej stronie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jakiś miesiąc temu miałam w łapkach jego książkę "Smutek" albo o smutku, tak jakoś. Pisałaś kiedyś o niej. Ale jako że miałam wtedy kiepski nastrój, nie wypożyczyłam. Next time jednak to uczynię... :) Tę również mam zamiar przeczytać.

    Pozdrawiam serdecznie :) :*

    OdpowiedzUsuń
  24. Basiu, "Smutek" jest smutny ;) A "Zaskoczony..." w sam raz. Nie mogłam się od tej książki oderwać i czekam niecierpliwie na Twoją recenzję :D Już czuję, że będzie świetna i przepełniona Twoimi własnymi przemyśleniami :)

    Pozdrawiam ciepło! :*

    OdpowiedzUsuń