sobota, 27 listopada 2010

Tancerka Degasa – Kathryn Wagner


„Wyobraźcie sobie, że kreski, które rysuje, zmuszają mnie do tańca (…). Niemal widzę, jak jego ręka wędruje w górę kartki, a ja w tym samym momencie czuję skurcz w nodze i wyobrażam sobie, że najmniejszy ruch jego nadgarstka przyniesie mi ulgę.”
(„Tancerka Degasa” Kathryn Wagner)

Tymi słowami Kathryn Wagner, młoda amerykańska pisarka, zaczyna snuć swoją opowieść. Otwiera przed czytelnikiem magiczny świat sztuki i pokazuje go nie jako wynik końcowy, którym możemy zachwycać się w muzeum, a od kuchni, od momentu, w którym wszystko się zaczyna…

Alexandrie pochodzi z biednej rodziny. Nie tylko z biednej, ale i z zadłużonej, co stawia ją w niekorzystnej sytuacji, jako kandydatkę na żonę. Jednak mała dziewczynka ma nieco inny cel w życiu – kocha taniec i nie zaspokaja ją tylko miłość do niego. Pragnie być najlepsza, zostać primabaleriną i podbić serca Paryżan. Ma w sobie tyle zaparcia, że, by wciąż pobierać lekcje, sprząta w szkole baletowej zamiast płacić pieniądze za naukę.
Spełnione marzenie składa cię z cichego westchnienia oraz długiej i mozolnej pracy. Alexandrie swoje marzenie spełniła, bo oto została przyjęta do Opery Paryskiej. Jednak w świecie sztuki marzenia mają to do siebie, że nigdy nie wyglądają tak, jak w naszej wyobraźni.

Edgar Degas - Cztery tancerki (1890)
Na pierwszy rzut oka różowa okładka książki przywołuje nam na myśl powieść, gdzie na pierwszy plan wysuwa się romans. Niech was to nie zmyli. „Tancerka Degasa” to przede wszystkim książka o sztuce, o dążeniu do swoich marzeń i o świecie, w którym niektóre marzenia nie mają racji bytu. I owszem, pojawia się tu także miłość, lecz miłość w szczególnym jej aspekcie. Przede wszystkim miłość twórcy do sztuki – skomplikowane, wyjątkowe uczucie, którego nie zrozumie nikt, poza samym twórcą. Pani Wagner przepięknie je pokazała, niekiedy utożsamiając niemal z szaleństwem, które kieruje mistrzem, nakazując mu iść po trupach do celu.
Obecna tu jest także inna miłość. Miłość do artysty. Czy można pokochać geniusza? Oczywiście. Jednak taka miłość skazana będzie na wieczne nieodwzajemnienie, bowiem twórca, kochając swoje dzieło i swoją sztukę, nie może się rozdrabniać na coś tak błahego jak uczucie do człowieka. Może kochać muzę, przelotnie i jedynie na chwilę.

Edgar Degas - Autoportret
Jednak nie jest to książka o miłości, przede wszystkim opowiada o sztuce. O pięknie i szkaradności baletu, gdzie nie zawsze to, co widzi widz, jest prawdą. Wagner mówi czytelnikowi o kulisach tej instytucji, skandalicznych prawach, które nią rządzą i o życiu baletnicy, kariera której kończy się w wieku dwudziestu pięciu lat.
Jest to także historia o Edgarze Degasie (1834-1917), francuskim malarzu i rzeźbiarzu, impresjoniście, obrazy którego porażają umiejętnością twórcy do uchwycenia przelotnej chwili. W „Tancerce Degasa” malarz ożywa, staje się postacią z krwi i kości, a nie tylko literkami w encyklopedii i obrazami na wystawach. Kathryn Wagner pisząc tę książkę, korzystała z „Degas Letters”, dzięki czemu narracja malarza jest wzbogacona własnymi słowami artysty. A sama okładka, która może być jakże zwodnicza, jeżeli chodzi o gatunek książki, jest niczym innym, jak „Primaballeriną” (1878) samego Degasa.

Jest w tej książce coś, co czyni ją niezwykle aktualną w obecnych czasach. Otóż bohaterowie na przykładzie własnego życia pokazują współczesnemu czytelnikowi, jaką wartość mają marzenia i dążenie do celu. I do jakiego celu dochodzi się, będąc wiernemu samemu sobie. Bo nie zawsze warto skakać z mostu, jeżeli skoczył z niego cały świat.

Edgar Degas - Błękitne tancerki (1899)

 Recenzja została napisana dla portalu Oblicza Kultury

26 komentarzy:

  1. Świetna recenzja.:)

    Okładka książki zaintrygowała mnie już wtedy, kiedy zobaczyłam ją u Ciebie w "czytanych" (o dziwo róż, który zazwyczaj odstrasza mnie skuteczniej niż gaz pieprzowy, teraz nie przeszkadzał; może to sprawka umieszczenia dzieła Degasa właśnie). A i tematyka wydaje mi się ciekawa, taka nietuzinkowa i rzadko poruszana. Czasem mam nieprzepartą chęć poczytania o tym, jak (i czy w ogóle) można spełniać swoje największe marzenia, nie zatracając się w nich...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mireni, kapuję aluzję, dorzucam do stosiku 'pożycz Moreni' :P Świetna książka i niesamowite rzeczy opowiada o baletnicach.

    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja droga, nie rozpędzaj się. Ja bym wolała jednak nie wszystko na raz. Dorzucisz mi do Murakamiego później.;)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chodzi za mną (i nie tylko za mną ;)). A Ty znowu mnie przekonałaś, że ja ją bardzo, ale to bardzo chcę przeczytać! Ty się na mnie mścisz, prawda? :D.

    Może zaczniesz niedługo robić stosik "pożycz Alinie"? :D.

    Miłego dnia :*.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zakochałam się w tej książce od pierwszego wejrzenia [na okładkę], później przeczytałam jedną recenzję, jakiś opis, Twoją recenzję... I zakochuję się coraz bardziej. Pięknie ją opisałaś :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Moreni, okej, okej, już przystopowałam :P Bo jeszcze bym nie dotargała wszystkiego, co chcę Ci dać ^^ Mała ze mnie dziewczynka :P


    Alino, o tak! Mszczę się! Ha!
    I muszę powiedzieć, że dobrze, że z takim skutkiem się mszę. Bo książeczkę przeczytać warto. Jeżeli to, jak jest opisane tam życie baletnic, to prawda, to ja szukam szczęki po podłodze.
    Stosik dla Aliny mogę zacząć zbierać :D Daleko od Warmii mieszkasz? ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. C.S. A ja właśnie podeszłam do niej sceptycznie, bo bałam się romansidła, a tu TAKA POWIEŚĆ. Są sytuacje, kiedy nie wiesz, czy masz się śmiać czy płakać.
    Jak tylko ją przeczytaj, wróć tu do mnie i porozmawiamy na jej temat :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie, jeszcze Ci się kręgosłup uszkodzi i będzie na mnie.;) A mój Luby już zaczął profilaktycznie postulaty słać mi o pamięć dla jego kręgosłupa, bo przecież nosić kobiecie takich ciężarów nie pozwoli.:D Ale nie martw się, na drugi rzut pewnie niedługo nazbiera się tyle samo, co na pierwszy.;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A od czego są faceci, jak nie odnoszenia za nami książek? No ja nie wiem, o co mu chodzi :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Mieszkam w Małopolsce, więc kawałeczek jest... xD.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ooooo, Degas + świetna recenzja i od razu chce się przeczytać! xD

    Jasność na blogu, jak widzę - ładnie, ładnie xD

    Pozdrawiam serdecznie!^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Owarinaiyume :)

    Warto, oj warto :D Świetna książeczka i jaka pouczająca... ^^

    Blog dziękuje :D ja też :) Za dużo ciemności było ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Balet nie jest mi obcy i z niecierpliwością czekam na premierę "Black Swan". Z chęcią bym przeczytała, ale święta się zbliżają i ciężko z kasą ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przyjemnostki, a "Blach Swan" to co to? Nie słyszałam... ^^

    Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękna, porządna recenzja :P Czuję się zmotywowana do przyjrzenia się książce :P Zanając siebie nastąpi to za jakieś 100 lat xD

    OdpowiedzUsuń
  16. Znając mnie, pożyczę Ci i... no, i pozyczę Ci i jak pani w bibliotece, będę Ci przedłużać :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetna recenzja... Widziałam tą książkę w Empiku i jakoś mnie kusiło. Dzięki Twojej recenzji wiem, że może warto było ją kupić..
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie warto. Jest to książka na poziomie Stefani Meyer, co przykre... Zupełnie odrealniona, oderwana od prawd historycznych. Do tego tytułowa bohaterka jest głupiutka jak nie wiem, dialogi płytkie... Autorka za wszelką cenę chce pokazać jakąś totalną bzdurę podpierając to naiwnym przekonaniem, że dobro zwycięży. Tworzy przestrzeń sztuczną i po prostu niemalże pensjonarską. Postacie są zupełnie denne pod względem psychologicznym, a świat wygląda tak jakby go opisała 14 latka. Bardzo się zawiodłam. Już dawno nie czytała tak złej pod względem nie tylko językowym, ale i fabularnym książki (jeśli w ogóle zasługuje na to zaszczytne miano). Bardzo mi przykro, ale pani Wagner to grafomanka.
    Agata

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja będę bronić pani Wagner, bo porównywanie jej do Meyer jest po prostu nie do pomyślenia. Droga Agato, czy przeczytałaś książkę do końca? Bo skoro atakujesz psychologię bohaterów, to śmiem przypuszczać, że nie. I o jakim zwyciężającym dobrze mówisz? O tym, opisanym w tej książce? Ja za takie dobro w moim życiu dziękuję.
    Autorka nie pokazuje bzdury, tylko świat baletu w tamtych czasach oraz życie znanego malarza, co kształci czytelnika i odsyła go do innych źródeł. Nie jest to Dickens ani Mann, ale książka ta wybija się wśród wampirowej i anielskiej masy, bo niesie w sobie nieco wiedzy i niemałe przesłanie.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. chciałam spytać, czy jest w nim opisane tworzenie jakiegoś dzieła Degasa? bo mam temat prezentacji maturalnej "dzieło malarskie, jako źródło inspiracji literackiej" i jako, że bardzo lubię Daga to zastanawiam się, czy ta książka by pasowała...

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak, jest niejednokrotnie opisany proces tworzenia, pozowanie modelki i pracy Degasa. Z tego, co pamiętam, na pewno jest opisane jak powstawał obraz "Cztery tancerki" :)

    OdpowiedzUsuń
  22. dziękuję bardzo za szybką odpowiedź :) miałam wykorzystać "Raj tuż za rogiem" o Gauginie, ale chyba zdecyduję się jednak na tą książkę z uwagi na sympatię do Degasa :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Czy to też książka dla męskiego czytelnika? Ubóstwiam Degasa, ubóstwiam baletnice ich wdzięk i powab, a nikt piękniej tego nie pokazuje jak sam Edgar, tylko czy to znaczy, że książka też przypadnie mi do gustu?

    OdpowiedzUsuń
  24. Niewątpliwie ta książka przypadnie do gustu i kobietom i mężczyznom... Podobnie jak większość czytelników byłam mile zaskoczona... Jakbym siebie widziała - człowiek wierząc w coś, co sam wyidealizował, boi się zrobić najmniejszego kroku, by tego nie stracić... a po latach okazuje się, że jedyne co stracił bezpowrotnie, to swój cenny czas...

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo dobra recenzja. Już od cytatu wiedziałam, że jest magiczna. Kiedyś sięgnę, gdyż ubóstwiam impresjonizm.

    OdpowiedzUsuń