wtorek, 30 listopada 2010

Książę Mgły – Carlos Ruiz Zafón


Dla mnie Zafón jest mistrzem obrazów. Jego powieści nie czyta się, je się widzi. Widzi się zakurzony cmentarz książek, mężczyznę piszącego na maszynce bez opamiętania, dziewczynkę wyłaniającą się z mgły na rowerze i ogród pełen pomników… Te obrazy, jakkolwiek są nieuchwytne, zostają w pamięci na zawsze. Można zapomnieć główny wątek, ale one zostaną. Nie bohaterzy, nie przesłanie, nie miejsce akcji, a właśnie obrazy. Krótkie, nieuchwytne sceny, przepełnione magią rzeczywistą, czyli taką, która ma miejsce w naszym racjonalnym życiu.
A i tytuły książek Zafóna są tak samo nierzeczywiste. Bo czy wiatr ma cień? A czy anioł może prowadzić grę? I Marina – dziewczynka tak nierzeczywista jak mgła, z której się wyłoniła jadąc na rowerze. I Książę, który jest panem czegoś niemal niematerialnego. Bo czy można rządzić mgłą? Można. I o tym chcę Wam dziś opowiedzieć.

Rozbijasz kamieniem starą kłódkę i wchodzisz do opustoszałego ogrodu. Chwasty zarosły wszystko, co niegdyś pieszczotliwie pielęgnował pilny ogrodnik. Mgła wypełnia ogród niczym oddech, a w niej widzisz posągi. Martwe, nieporuszone posągi cyrkowców. Klown, miotacz noży, kobieta guma. Tak ekspresywna sztuka zaklęta w kamienny bezruch zdaje się niemal szyderstwem. Ale… Chwila! Czy… Czy ten klown się poruszył?

Carlos Ruiz Zafón zachwycił cały świat „Cieniem wiatru”, jednak to nie ta książka była jego debiutancką powieścią. Drzwi do miana pisarza otworzył twórcy „Książę Mgły”. Doczekaliśmy się jego wydania dopiero po trzech innych tytułach Zafóna. I powiem Wam, że warto było czekać.
Wszystkie księgarnie zgodnie okrzyknęły „Księcia Mgły” powieścią dla młodzieży. A i sam Zafón nie zaprzecza temu, pisząc we wstępie do książki: „choć powstały z myślą o młodym odbiorcy, miałem nadzieję, że przypadną do gustu wszystkim, bez względu na wiek.” Osobiście przekroczyłam już uroczy wiek młodzieży i mogę z dumą nosić miano dwudziestoparolatki, a mimo to „Książę Mgły” poruszył całą mną.
Z początku wydawać by się mogło, że jest to faktycznie bardzo ciekawa pozycja dla młodzieży. Młody Max, jego starsza i młodsza siostra, przeprowadzka, nowy dom pełen tajemnic. I czyżby duchy? Aż się żałuje, że nie trzymało się tej książki będąc nastolatkiem.
Carlos Ruiz Zafón
Jednak z czasem bohaterowie zaczynają zaskakiwać głębią, jaka się kryje pod ich osobowościami, ciekawymi wyborami, zaskakującym tokiem myślenia. Nawet odwagą, która jest tak bardzo charakterystyczna dla bohaterów młodzieżowych, że aż przejaskrawiona, a u Zafóna wychodzi tak naturalna. Poznajemy siebie dopiero w sytuacjach ekstremalnych, czyż nie?
I do tego wszystkiego dodajcie magię. Magię przerażającą, zimną i opisaną w niezwykle rzeczywisty sposób. Tak, że jesteśmy w stanie w nią uwierzyć. Krok po kroku, wraz z bohaterami, powoli wpuszczamy do swojego umysłu możliwość istnienia czegoś nierealnego. A potem powstaje pytanie, co my byśmy zrobili na miejscu bohaterów Zafóna?

Czy można powiedzieć, że to powieść dla młodzieży? I tak, i nie. Myślę, że to pozycja dla każdego, nie ważne ile ma lat. „Książę Mgły” zaciekawia, wprowadza tajemnicę i zadaje pytania. I, jak to zwykł czynić Zafón, nie na każde jest odpowiedź. Są rzeczy nieuchwytne, tak jak mgła. Możliwe, że książka ta zaczyna się dla młodzieży, ale w trakcie jej czytania czytelnik zmienia się, i odkładając tę powieść, w jego oczach może pojawić się dojrzałość.

Recenzja napisana dla portalu Oblicza Kultury

27 komentarzy:

  1. Właśnie zabieram się za "Księcia mgły". Z niecierpliwością...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi też bardzo podobała się ta pozycja ;) Muszę w końcu zabrać się za pozostałe dzieła tego autora.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się zanudziłem po kilku pierwszych stronach "Cienia Wiatru"... Bywa :D

    OdpowiedzUsuń
  4. The book, to ja Ci życzę miłej lektury i czekam na twoje wrażenia :D


    Leno, oj warto! Szczególnie "Cień wiatru". Choć... Cokolwiek Zafona jest cudowne :)


    Grzesiek, a może jeszcze przyjdzie czas? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No, no , ale to napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci moja Droga, że tą recenzją przeszłaś samą siebie. Pięknie to opisałaś, tak plastycznie i magicznie zarazem. Masz talent do pisania :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Daniel, powiedziałabym raczej - ale to Zafon napisał! A ja tylko wyraziłam swój zachwyt ^^


    Przyjemnostki, dziękuję! :* Chyba przelało się na mnie trochę magii od Księcia Mgły :P


    Pozdrawiam Was cieplutko w ten zimny dzień! -20 za oknem, straszne, prawda? Chyba wyjadę do Hiszpanii... I zaproszę Zafona na kawę :P

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nie wiem kiedy po tę książkę sięgnę, mimo iż bardzo tego chcę. Na razie romansuje w Dickensem...

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A już myślałam, że nie chcę wracać do Zafóna w żaden sposób. Przeczytałam "Cień wiatru" i "Grę anioła". I zachwycał, naprawdę. Ale w pewnym momencie poczułam, że przecież ja znam już tę historię, że ją napisał na nowo, ale w trochę inny sposób. Ale kiedyś do niego wrócę, do czegoś nowego, oczywiście.

    Napisałaś cudownie, jak zwykle :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Magiczna książka, magiczna recenzja ;)
    Już mam ją zarezerwowaną w bibliotece odkąd kupili :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja Zafona nie znam:) Jakoś nie czytałem nic dotąd. Po recenzji widzę, że w sumie może by i warto było;) Poza tym może bym dorósł wreszcie... :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Recenzyja z jednej strony piękna, a drugiej zbyt latająca w obłokach, żebym jej uwierzyła xD Cóż, i tak będę musiała książkę przeczytać, więc wkrótce dowiem się czy odzwierciedla ona rzeczywistość czy też ją nieco wybrzusza :P

    OdpowiedzUsuń
  13. "Mistrz obrazów"? Koniecznie będę musiała przeczytać jego inne dzieła xD

    Ciekawe spostrzeżenia znalazłam w Twojej recenzji!

    Pozdrawiam serdecznie^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Basiu, moja droga, jak jesteś na randce z Dickensem, to nie śmiem Cię od niego odciągać. Przeuroczy pan ^^


    Alino, dziękuję :) Masz rację, "Gra.." i "Cień..." są do siebie nieco podobne, ale wcześniejsze dzieła Zafona takie jak "Marina" czy "Książę..." to całkowicie inna bajka, choć równie magiczna. I każda książka jest wyjątkowa na swój sposób.

    Pozdrawiam was, moje drogie, serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Viconia, kupować, a nie biblioteka :P W bibliotece trzeba oddawać :P


    Paweł, no i co się chwalisz, że nie znasz? :P Pisać do MUZY i prosić o egzemplarz recenzencki ^^ I czytać! I napisać piękną recenzje! I podyskutować ze mną w komentarzach, a nie, że nie znasz Zafona :P


    Pozdrowienia ciepłe dla was w ten zimny dzień ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Abi, do "Mariny" też sceptycznie podeszłaś i cooo? Ha! Przeczytasz i się zachwycisz, zobaczysz. Ale nie będę mówiła 'a nie mówiłam?', chociaż mówiłam ;)


    Owarinaiyume, wiesz co? Wydaje mi się, że spodoba Ci się "Marina". Tak mówi mi moja szósta klepka ;)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Heh, jakbym ja miała kasę na wszystkie książki które chcę mieć to bym miała większy księgozbiór niż ta moja biblioteka ^^

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobrze, posłucham Cię, moja droga Ario :D.

    OdpowiedzUsuń
  19. Powiem szczerze, że książkę widziałem wcześniej w gazetce jakiejś, ale czekałem na Twoją recenzję. Ciekaw byłem, o czym opowiada ta pozycja (te recenzje katalogowe są niezwykle krótkie i zazwyczaj nieobiektywne). Lubię właśnie tajemniczość i nieschematyczność w książkach, uwielbiam mocne (chodzi o takie poruszające, to 'mocne' zabrzmiało chyba tak dziwnie - 'krwawo' ;)) sceny, które zapadają w pamięć i takie zazwyczaj wyłapuję z literatury. U mnie w bibliotece wątpię, czy się pojawi, ale nieraz nas zaskakuje to, co leży pod nosem.

    PS. Jak ja Ci zazdroszczę ,,Zaskoczonego radością", toż to tak zacna książka, że sama się broni. Nie miałem okazji przeczytać, ale muszę kiedyś dotrzeć do niej, codziennie śledziłem na stronie Wydawnictwa jej drogę do opublikowania i nie mogę tego zaniechać ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdy czytałam Cień wiatru byłam zachwycona, gdy czytałam Grę anioła - miałam ochotę rzucać tą książką o ściany, dlatego po Marinę nie sięgnęłam, ale Księcia już czytam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Darku, schlebiasz mi, mówiąc, że czekałeś na moją recenzję ^^ Aż poczułam dreszcz odpowiedzialności ;)
    "Książkę..." właśnie taki jest - to jest mieszanka młodzieżowego i czegoś bardzo dojrzałego. Kiedy zaczynałam czytać, nie spodziewałam się, że kiedy skończę, nie będę potrafiła odłożyć książki. Tak, jakbym przeżyła inne życie.
    Możliwe, że Zafon nie jest wielkim pisarzem, ale on tworzy wielkie uczucia. I potrafi tę magię wtłoczyć w słowa. Jak dla mnie, to jest prawdziwy talent!

    Pozdrawiam serdecznie ;) Reszta odpowiedzi na Twój komentarz w mailu :P TAK! Napisałam! Ha! x)

    OdpowiedzUsuń
  22. Tucho, a wiesz, że "Marina" jest zupełnie inna od "Cienia..." i "Gry..."? Całkowicie! Tak samo jak i "Księżę...". Czekam na Twoje wrażenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Książka albo magiczna albo banalna, wszystko zależy od perspektywy z jakiej się ją czyta. Jeślibym rozpoczynał swoją przygodę z Zafonem od tej pozycji nigdy nie przeczytałbym innych jego książek chyba, że miałbym znowu 13 lat.

    OdpowiedzUsuń
  24. Sztrubciu, witaj!

    Twój komentarz wpędził mnie w wir rozmyślań. I masz rację, gdyby się przygodę zaczynało od tej książki, nie koniecznie by się autora pokochało. Ale! To jego pierwsza powieść, a jak na debiut - książka jest świetna :)

    Odkryłam właśnie Twojego bloga o Zafonie :D Nie wiedziałam, że taki jest! Lecę na nim pomyszkować.

    Pozdrawiam serdeczni!

    OdpowiedzUsuń
  25. Będę zatem szukać "Mariny" w pierwszej kolejności - dziękuję! xD

    OdpowiedzUsuń
  26. Yume, proszę :) A potem "Cień wiatru" :D I czekam na recenzje z niecierpliwością ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Od dawna planuję przeczytać coś Zafona. Myślę, że tapowieść to dobry początek.

    OdpowiedzUsuń