sobota, 9 października 2010

Tłumacz chorób - Jhumpa Lahiri


Nie ma przepisu na bycie emigrantem. Po prostu kupuje się bilet i pakuje walizki, to wszystko. Wyjazd do nowego kraju jest niczym śmierć i ponowne narodziny. Znów uczymy się chodzić, na nowo opanowujemy mówienie, zasady życia, spojrzenie na świat i sposób myślenia. I do całej tej nowości dodajemy to, co mamy w sercu – kulturę naszej ojczyzny.

Jhumpa Lahiri, urodzona w 1967 roku,  jest córką bengalskich emigrantów. Zadebiutowała zbiorem opowiadań „Tłumacz chorób”, który wypełniła niemal namacalną miłością do Indii.

„Tłumacz chorób” składa się z dziewięciu opowiadań, które łączy wątek hinduskich emigrantów, mieszkających w USA. Zdawałoby się, że każde opowiadanie traktuje o podobnych problemach, dotyczących życia w nowym kraju. Niech Was to nie zmyli. Każde z dziewięciu opowiadań jest wyjątkowe, oryginalne i wyróżnia się w swój jedyny i niepowtarzalny sposób. Dziewięć historii, których bohaterowie są różni, mimo że ich życie rozpoczęło się w tym samym kraju i naznaczone zostało emigracją do USA. 

Poznajemy historię małżeństwa po trzydziestce . Ona pracuje jako korektorka i w pełni oddaje się pracy, a on jest wiecznym studentem, dąży do osiągnięcia tytułu doktora. Budują razem swoje życie, lecz osobno próbują unieść na swoich ramionach wspólną tragedię, która dotknęła ich małżeństwo („Tymczasowa awaria”).
Zobaczymy także świat oczami małej dziesięcioletniej hinduski, która mieszkając w Ameryce próbuje zrozumieć podział Indii na hindusów i muzułmanów. Obserwuje przy tym swoich rodziców hindusów i ich przyjaciela muzułmanina, którzy razem jedzą kolacje przy wspólnym stole („Wizyty Pana Pirzady”).
Przeczytamy także o Panu Kapasi, który pracuje jako przewodnik w Indiach i teraz wiezie na kolejną wycieczkę małżeństwo emigrantów, które na stałe zamieszkało w Ameryce („Tłumacz chorób”). Poznamy 64-letnią Boori Ma, która w zamian za sprzątanie otrzymała pozwolenie mieszkania na klatce schodowej od mieszkańców kamienicy („Prawdziwy Durwan”) oraz historię Amerykanki Mirandy, która zakochała się w żonatym Indusie Devie („Sexy”), a także życie hinduski Sen widziane oczami 11-letniego Amerykańca Eliota, który po szkole spędza popołudnia pod jej opieką („U pani Sen”). Uśmiechniemy się, a może i nie, czytając o małżeństwie, które po przeprowadzce do nowego domu w Ameryce odkrywa w każdym jego zakamarku symbole wiary chrześcijańskiej („Mój Boże, co za dom!”). Poznamy smutną historię Bibi Haldar cierpiącej na dokuczliwą chorobę i marzącą o małżeństwie („Kuracja dla Bibi Haldar”), a także wspomnienia młodego emigranta o tym, jak rozpoczynało się jego życie w Ameryce, której wylądował w dniu gdy na powierzchni księżyca została postawiona flaga („Trzeci i ostatni kontynent”).

Jhumpa Lahiri pokazuje nam jak różne jest życie emigrantów, jak inne są ich problemy, smutki i radości. Robi to kunsztownie i z prawdziwym mistrzowstwem. Lahiri przekazała światu coś bezcennego – utrwaliła na kartkach papieru nieuchwytny zapach curry, szelest sari i odgłos bosych stóp idących po podłodze. Pokazała, iż emigracja jest piętnem na całe życie, które może przynieść jak i radość, tak i smutek, które jednoczy i dzieli.
 Akcja większości opowiadań odbywa się poza granicami Indii, jednak ta książka taktuje właśnie o tym kraju, niesie jego tchnienie, obyczaje i nieuchwytny zapach. I udowadnia tym samym, że ojczyzną nie jest ziemia, na ktorej się urodziliśmy, ojczyzna kwitnie w cieple ludzkich serc.

Recenzja napisana dla portalu Oblicza Kultury

12 komentarzy:

  1. Czytam tę recenzję, czytam... A tu nagle koniec. A ten fragment: "Lahiri przekazała światu coś bezcennego – utrwaliła na kartkach papieru nieuchwytny zapach curry, szelest sari i odgłos bosych stóp idących po podłodze. Pokazała, iż emigracja jest piętnem na całe życie, które może przynieść jak i radość, tak i smutek, które jednoczy i dzieli." sprawił, że uznałam, iż ta książka mi się spodoba i chcę ją przeczytać ^^.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie zachęciłaś, już samo przez to, że uwielbiam książki o Indiach. Skrycie marzę, aby je porządnie zwiedzić i poznać. To taka moja mała fascynacja z czasów studenckich. Mój wykładowca z filzoofii indyjskiej, spędził w Indiach - w młodości - ponad dwadzieścia lat. Jeździł wzdłuż i wszerz do zapuszczonych w gąszczu wioseczek, aby śledzić joginów i innych mędrców. Kiedy opowiadał nam na zajęciach jak wiele bogactwa kryje się w tym zakątku świata - kulturowego i duchowego - Anhellemu robiły się oczak wielkie, okrągłe jak spodeczki :D Dlatego mam taki sentyment... Jakiś czas temu dowiedziałam się, że Sanskryt - najstarszy język świata (niewymarły) - jest protoplastą wszystkich języków naszego współczesnego świata. Poza tym... Kiedy w Afryce rzekomo pierwsi ludzie dopiero szykowali się do emigracji na północ, w Indiach budowane już były wielkie megalopolis przy Gangesie, porównywalne do dzisiejszego Nowego Jorku. Moim skromnym zdaniem to właśnie stamtąd się wywodzimy a nie z Afryki ;) Ale cicho sza... To tylko moja - i paru zakręconych naukowców z Anglii - teoria* :)

    Jak natknę się na tę książkę u siebie w bibliotece, na pewno pożyczę. Choćby tylko z czystej ciekawości. Poza tym jak zawsze cudnie opisałaś tę książkę... Dlaczego mnie W.A.B. nie wysłał takiej?? :( Może jednak powinnam zapisać się do OK?? Hm...

    Pozdrawiam cieplutko, moje drogie Szmimi :** :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Alino, to jest cudowna książka. Nigdy nie fascynowały mnie Indie i nigdy zbiorki opowiadań, więc nie spodziewałam się cudu po tej książce. Po pierwszym opowiadaniu opadła mi szczęka.
    Tę książkę chce się czytać i czytać... To na pewno nie jest moje ostatnie spotkanie z panią Lahiri :D

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Basiu, miałaś filozofię indyjską? Ależ to musiały być cudowne wykłady! Ja bym chętnie na takie pochodziła...
    Z Indii powiadasz? Hm... Kto wie, kto wie. Mnie zawsze fascynowało, jak Indie powstały, gdy Gondwana się rozszczepiła Indie były osobno. Ach, w gimnazjum, gdy nam o tym opowiadano, szczęka wisiała mi do podłogi.

    Oj tak, poszukaj tej książki w bibliotece, chętnie przeczytam Twoją recenzję :D
    W.A.B. się nie odezwał? A to wredni! OK jest dobre i wspaniałe ;) Ono się zawsze odzywa :P

    Szmimi? :P Poczułam się jak małe, kudłate i słodkie ^^ Dziękuję :D :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę powiedzieć, że to nie pierwsze pochlebne słowa na temat pani Lahiri, które ostatnimi czasy czytałam. A że podróż do Indii jest moim wielkim marzeniem, rozglądam się książkami Lahiri, gdzie tylko mogę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lilithin, czytając o Lahiri w Internecie, nie znalazłam ani jednej złej opinii. Podbiła serca czytelników, z resztą nie ma się co dziwić. Piszę niesamowicie i subtelnie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma za co ;) Szmimi to nie jest mój wymysł, jest to bardzo stare określenie, zdrobnienie... :) Po raz pierwszy zetknęłam się z nim lata temu... Ech, ja nie mam żalu do W.A.B-u gdyż tą książkę wysyłała mi w ich imieniu jakaś panna od promocji. To jej sprawka a nie ich. Mówi się trudno, ale wolę być szczera sama ze sobą a nie z nimi, w końcu nie dostałam żadnego pieniężnego wynagrodzenia za czytanie i opisanie, a się należało. W tym sensie nie popieram pisania recenzji. Za frico? A co ja instytucja charytatywna? Wybacz mi ten materializm, ale dobrymi chęciami i książką garnka nie napełnię.
    Kto wie, może w końcu się odważę i skrobnę coś do twoich przyjaciół w O.K. ale co jeśli spotka mnie ten sam co poprzednio przypadek, chodzi mi o recenzowanie czegoś, co mnie się nie podoba?? :( Ach to życie...

    Ps: Fakultet z filozofii indyjskiej miałam na trzecim roku. Wtedy też można było wybierać sobie fakultety. Właściwie było to proseminarium. Miałam też filozofię żydowską i wiele, wiele innych ciekawych rzeczy ;) Filozofia - jako Matka Wszelkich Nauk otwiera oczy na wiele dziedzin i punktów widzenia. Tylko filozofia uczy - myślenia* (w czystym tego słowa rozumieniu).

    Pozdrawiam cieplutko, Szmimi :) :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech, ta hinduska kultura, może wypadałoby w końcu coś o niej przeczytać.;) I wiem, wiem, czytanie o emigrantach to nie to samo, co czytanie o kraju, ale starcie kultur ma zawsze jakiś taki fascynujący wydźwięk. Czuję się zachęcona.:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Moreni, jest tam nie mało wzmianek o kulturze Indii :) Właśnie dlatego ta książka jest niesamowita, akcja dzieje się w USA, ale sama książka mówi o Indiach :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie poczytałabym o Indiach. Tematyka jest naprawdę interesująca. Mój problem polega jednak na tym, że jakoś niechętnie sięgam po opowiadania. Zdarzy mi się, ale generalnie wolę powieści. Mimo to może poszukam ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ultramaryno, ja mam tak samo jak Ty. Też wolę większą formę. Tylko że kiedy sięgałam po "Tłumacza..." nie wiedziałam, ze to opowiadania, jakoś mi umknęło. I mimo mojej niechęci, opowiadanka okazały się wyborne :) więc warto się skusić :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń