sobota, 2 października 2010

Miasto w przestworzach – Greg Keyes

Nie oceniaj książki po okładce, mówi stare dobre przysłowie. Ale jak to uczynić, kiedy okładka jest taka piękna, a jedno spojrzenie na nią porywa myśli i już wiedzie je do historii opisanej w środku? Zawsze będę zdania, że wygląd książki także ma znaczenie, bo miłość od pierwszego wejrzenia również ma miejsce między półkami księgarń i bibliotek.
W Rosji jest takie powiedzenie: „spotykamy ubranie, odprowadzamy rozum”. Podobnie bywa i z książkami.

W grze komputerowej to my jesteśmy panami i władcami. Twórcy nie są pisarzami, którzy kształtują swoje książki sami bez pomocy czytelnika, tu my także mamy swój wkład, współtworzymy, decydujemy, gramy. A co, jeżeli na podstawie gry stworzyć książkę? Co jeżeli wpleść w chłodny świat komputera literacką treść?
Tak właśnie powstało „Miasto w przestworzach”. Książka jest rozwinięciem historii z gry komputerowej z cyklu „Elder Scrolls”. Pewnie myślicie, że została napisana tylko i wyłącznie dla tych, którzy w ową grę grali. Nic podobnego, i ja jestem najlepszym tego przykładem. Gry komputerowe są mi tak obce, jak Alasce Afryka, a mimo to spędziłam nad lekturą „Miasta…” kilka miłych chwil.

Latające miasto, niczym wyspa wyrwana z ziemi, płynie po niebie. Jest piękne i w tym pięknie przerażające. Bowiem tam, gdzie przesłoni ono niebo, giną wszystkie istoty żywe. Annaїg to nie przeraża, przygoda ją fascynuje, gdyż dziewczyna marzy o tym, by przeżyć coś na miarę książek, którymi się zaczytywała. Ciągnie więc za sobą swojego przyjaciela Glima, nie słuchając jego protestów, ani ostrzeżeń ojca. Jakże wielkie jest jej zdziwienie, gdy nagle po dotarciu do celu uświadamia sobie, że została więźniem latającego miasta, a przygoda w rzeczywistości wcale nie jest taka piękna, jak malują ją książki.

Nie ocenię tej książki, jak gracze Elder Scrolls, gdyż ze światem przedstawionym spotkałam się po raz pierwszy. Ocenię to jako zwykły czytelnik i powiem wam, że kraina, jaka została opisana w tej książce, zapiera dech w piersiach. Zdecydowanym atutem „Miasta w przestworzach” jest miejsce akcji i okładka. Postacie niestety nie zachwycają. Nie szukajcie tu głębi, psychologii i drugiego dna, bohaterowie są płytcy i jednobarwni, jednak na ich korzyść przemawia to, że nie są wszechmocni, mają swoje słabości, a ich sposób myślenia i postrzegania świata ulega nieco zmianie w miarę jak życie otwiera przed nimi swoje sekrety. 
Sam świat przedstawiony robi ogromne wrażenie. Polityka, historia, hierarchia, miasta, kultura, rasy – wszystko tu jest różnorodne i ciekawe. Na tyle ciekawe, że czasem pragnie się, by pisarz poświęcał nieco więcej czasu poszczególnym wątkom i nie traktował wszystkiego tak powierzchownie. Bo w „Mieście…” przede wszystkim rządzi akcja i dynamika. Za każdym zakrętem bohaterowie spotykają coraz to nowe przygody, co nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Ale następuje taki moment, kiedy chce się powiedzieć „chwilo, trwaj!” i nasycić oczy szczegółowym opisem jakiegoś miejsca czy rasy.
 
Mnie osobiście najbardziej zafascynowały dwa wątki. Wątek rasy khajitów (ludzie-koty), których wygląd zależny jest od czasu ich przyjścia na świat. A mianowicie, czy są bardziej podobni do kotów, czy też do ludzi, zależy od tego, w której fazie księżyca się urodzili. Nic tylko pogratulować świetnego pomysłu pisarzowi.
Drugim wątkiem jest wątek samego latającego miasta Umbriel. Hierarchia tego miejsca, sposób w jaki funkcjonuje, jak rodzą się w nim nowe istoty i jak giną – jest fascynujący. Na każdym poziomie chciałoby się spędzić więcej czasu i poznać dokładniej zwyczaje i sposób myślenia mieszkańców. Jednak akcja pędzi w górę, a czytelnik biegnie za nią.

Powiem szczerze, że trzysta stron to zdecydowanie za mało. Świat Umriel i świat, który znajduje się pod nią, zachwyca tak bardzo, że książka powinna być dwa razy grubsza i bardziej szczegółowa. Odniosłam wrażenie, że autor boi się znudzić czytelnika. Ależ panie Keyes, pan pisze świetnie, niech pan trochę nas ponudzi, szczegóły także są piękne!
Podobno jest to pierwsza z dwóch książek, które traktują o rozwinięciu historii „Elder Scrolls”. Dlatego nie pozostaje nic innego, jak czekać na ciąg dalszy i zapewnić was, że nawet jeżeli w grę nie graliście, książka ma szanse przypaść wam do gustu.

To ci, którzy chcą wszystko zmieniać, sprowadzają na ten świat nieszczęścia. Ludzie, którym się wydaje, że lepiej wiedzą, co jest dobre dla innych i czego ci inni naprawdę potrzebują, choć nawet nie raczyli ich o to zapytać.”
(Greg Keyes „Miasto w przestworzach”. Amber, s.23)

Recenzja została napisana dla portalu Oblicza Kultury

21 komentarzy:

  1. Ha, wiesz, że mnie też urzekła okładka tej książki?;) Ale wolałam poczekać na to, co o niej napiszesz, bo mam silną nieufność wobec wszelkich tworów powstałych na podstawie gier (chyba trauma z "Dragonlance" mi została). No i widzę, że choć nie jest idealnie (płytcy bohaterowie, fuj!), to jednak warto przeczytać. Różnorodność ras to jedna z tych cech, które lubię najbardziej, a ludzie - koty przeważyli szalę. Będę musiała się za nią rozejżeć.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech... Teraz już pamiętam czemu nie dałam się w nią kręcić... ;] Bliższa mi jest fantastyka a nie fantasy. Niemniej tak ślicznie zaprezentowałaś tę książkę, że chylę czoła. Piękne obrazki, ładne skojarzenia, przemyślenia i wspomnienia. Ja też mam sentyment do fruwających wysp, wiesz, że w książce Hyperion - Dana Simmonsa, też pojawia się motyw fruwających wysp ;) To chyba jedyna rzecz-szczegół, który podobał mi się w Avatarze.

    Pozdrawiam serdecznie :) :*

    OdpowiedzUsuń
  3. I czego tu się wstydzić? Latające miasta są cudowne. Zawsze mi się podobały. Zresztą fajna świadomość, że wystarczy pójść na jego skraj, by móc sobie bezlitośnie spaść w przestworza ^^.
    Wiesz, że w anime "RomeoxJuliet" też jest latające miasto? Nie obejrzałam go do końca i pewnie nigdy tego nie zrobię, ale pomyślałam, że może chcesz wiedzieć :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Moreni, myślę, że dla świata przedstawionego warto. Choć uprzedzam, że ja przeczytasz pierwsze, to będziesz musiała przeczytać i drugą książkę. A nie wiem o niej nic a nic ^^
    Powiem tylko, że kiedy czytałam, miałam nieodparte pragnienie, by to był film...

    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Basiu, za cynk na Hyperion dziękuję :D Sięgnę :D
    A recenzja... Jest taka jak chciałam, bez krzywienia duszą. Wiesz, o co mi chodzi :)

    Pozdrawiam :*

    PS Prawda, że góry w Avatarze wymiatają? :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Alino, ale one mi się tylko podobają, ja jestem od nich uzależniona :P A do swoich uzależnień ciężko się przyznawać przed światem :P
    A R&J oglądałam! Calutkie! :D:D:D Czemu nie chcesz obejrzeć do końca? ;>

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam napisów i oglądałam po angielsku, a nie znoszę tego języka ;). Poza tym mnie trochę nudziło.

    OdpowiedzUsuń
  8. Alino, wszystko tam poprzekręcali... Japończycy to mają dziwne mózgi ^^ Ale i tak nieźle się bawiłam ;) Napisałam nawet recenzję tego anime na starym blogu :P

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, wiem, obejrzałam trzy odcinki ^^. Julia jako mężczyzna, ratujący ludzi z opresji, zniszczenie jej rodu... Potworne xD.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie do ogarnięcia :P Ale Japończycy tak wszystko przerabiają x)

    OdpowiedzUsuń
  11. hehe zawsze, jak byłam mała, uwielbiałam patrzeć na takie wyspy. A to, że pojawiły się w Avatarze wcale mnie nie zdziwiło, bo na Pandorze wszystko było piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Yosso, masz rację, co jak co, ale świat w Avatarze się udał ;) Pięknie się to w kinie oglądało :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. A mi udało się zetknąć z grą i wiem jak khajity wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Daniel! Z nieba mi spadłeś :D Bo ja właśnie chciałam pogadać z kimś, kto w to grał :D Lecę na gg :P

    OdpowiedzUsuń
  15. No i kupiłem ją:) Kurcze te Twoje recenzje...:) Jak coś, to będzie na Ciebie;) (ale nie musisz się bać, jestem łagodny:D)

    OdpowiedzUsuń
  16. Że aż kupiłeś? xD Widzę, że moje recenzje to prawdziwe zuooo :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Zamierzam kupić tą książkę (jestem miłośnikiem serii The Elder Scrolls) i na recenzję trafiłem poszukując o niej więcej informacji. Dla autorki recenzji: jeśli spodobało Ci się uniwersum z The Elder Scrolls, to może po prostu zagraj w grę :) Nie ma znaczenia od której części zaczniesz, one luźno do siebie nawiązują. Ponoć dopiero piąta część "Skyrim", która wyjdzie w listopadzie tego roku będzie bezpośrednio nawiązywała do wydarzeń z części czwartej, czyli Obliviona z roku 2006. Wiele informacji na temat świata Nirn można też znaleźć na stronie http://www.elderscrolls.phx.pl/ - są tam księgi, opisy ras, religii i historii tego jakże ciekawego świata.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Kurczę! Istnieje taka książka i ja o niej jeszcze nie słyszałam?!? Musze, muszę, musze to przeczyatć!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wstyd się przyznać ale kupiłem książkę tylko dlatego że była w przecenie i zaintrygowało mnie wprowadzenie “Elder Scrolls”;) Jak na osobę nie grającą w tę grę mogę ją szczerze polecić każdemu fanowi fantastyki. Wg mnie ocena 5 jak najbardziej na miejscu. Szkoda że teraz muszę czekać na 2 część….

    OdpowiedzUsuń
  20. Niestety, z tego co wiem, wydanie 2 części nie zapowiada się :(

    OdpowiedzUsuń
  21. Czy posiadasz tą książkę i chciałbyś/chciała ją odsprzedać? (kontakt: yenna91@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń