wtorek, 12 października 2010

Koralina – Neil Gaiman


„Zdumiewające, jak wiele z tego, czym jesteśmy, łączy się z łóżkami, w których budzimy się rankiem.”*

Dziś opowiem wam bajkę!

Dawno dawno temu, była sobie dziewczynka. I wpadła ona do króliczej nory, a tam zobaczyła nieznane sobie stwory i uśmiechającego się kota z Che… Stop!
A jeżeli to wcale nie było tak dawno temu, a w dobie komputerów i mikrofalówek? A jeżeli dziewczynka wcale nie wpadła do nory, tylko otworzyła stare drzwi we własnym domu? A jeżeli za tymi drzwiami, nie zobaczyła potwora, tylko… własną matkę? A jeżeli… Chwila, a kot jednak był, tylko się nie uśmiechał.

Gdy pada nazwisko Gaiman, więcej mówić nie trzeba. Panie i panowie, nowy Lewis Carroll i paru innych wspaniałych pisarzy w jednym. Ten twórca bierze oklepaną rzecz i zmienia ją tak, że staje się nie do poznania. Bo powiedzcie mi, co było nowego w Koralinie? Przejście do innego świata przez stare drzwi? Wiedźma? Kradzież dusz? A może kot? A, i na tym polega talent Gaimana, kunsztownie przerobił wszystko i stworzył kolejne cudo.
 
Wszyscy mi stale powtarzali, że Koralina to straszna bajka, że przy czytaniu włosy stają dęba itp. itd.  Zatem kieruję pytanie do tych wszystkich przerażonych: co takiego strasznego było w Koralinie? Ot nieco mrocznie, to wszystko. Guziki? Mój miś zamiast oczu miał guziki i wcale się go nie bałam. Czekałam na przerażające obrazy, a znalazłam mistrzowskie postacie.

 Oto mamy Koralinę, która wraz z rodzicami przeprowadza się do nowego domu. Rodzice, jak to współcześni rodzice, nie mają dla córki czasu, więc córka próbuje sama jakoś sobie radzić z nudą. Odkrywa pewnego dnia drzwi w swoim domu, znajduje do nich klucz, robi „krok przez próg” i trafia do… swojego domu. Widzi mamę w kuchni, tatę gabinecie. Tylko, że ci mama i tata mają guziczki zamiast oczu i masę czasu dla Koraliny.

Na oklaski zasługują tu postacie. I co ciekawe, postacie drugoplanowe. Wyszły barwne, oryginalne, wpadające w pamięć. Pan Bobo i jego mysi cyrk, dwie stare aktorki, nawet duchy trójki dzieci – każdego dobrze się zapamiętało. Koralinę też, choć nie wyróżniała się czymś niezwykłym poza odwagą (zapewne była zbyt racjonalna jak dla mnie, wolę Alicję Carrolla). A rodzice Koraliny zostali bezczelnie potraktowani przez Gaimana nijakością. Są puści, rozmyci, szarzy, nieciekawi. Tak jakby pisarz ukarał ich, za brak czasu dla córki. I słusznie.

Niesamowity jest też tunel między światami. Całkowicie inny od spokojnego i harmonijnego lasu Lewisa i pokoju ze „Zjedz mnie” i „Wypij mnie” Carrolla. Tunel jest ciemny, krótki lub długi (zależnie od sytuacji), pełen czegoś żywego, ściano-zwierząt, odgłosów. Jest żywy i pradawny, a zatem mroczny i fascynujący.

Ale mistrzem tu jest przede wszystkim kot. Godny następca kota z Cheshire. Co prawda bez uśmiechu, ale za to umiał wzruszać ramionami, ironizować, dawać dobre rady, nie zabijać monologami, być i nie być jednocześnie. Kot jest taki jak trzeba, nic dodać nic ująć. A Gaimanowi należy się Nobel, a co! Za takiego kota niech ma!

„Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion.”*

Cieniutka książeczka z tej Koraliny. Dla dzieci bądź nie – to zależy od poglądu. Ale co ciekawe, drugie dno jest głębokie jak studia. Na początku zjadamy wisienkę w postaci „rodzice, miejcie więcej czasu dla swoich pociech!”, a potem zabieramy się za pałaszowanie głównego dania. A mianowicie opowieści o potajemnych marzeniach i o tym, w jaki sposób mogą one się spełniać, gdy za ich spełnianie zabierze się ktoś OBCY!

„Ja wcale nie chcę wszystkiego, czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.”*

PS Ekranizację Koraliny oglądałam, nawet na starym blogu pochwaliłam się tym w recenzji. Kapitalna muzyka, mroczny nastrój i po raz wtóry cudowny kot. Jednak po przeczytaniu książki, doszłam do wniosku, że zacznę się modlić o to, by reżyserem kolejnej ekranizacji był Hayao Miyazaki. To by było Cudo przez duże C!

 ______________________________________
* Neil Gaiman Koralina

20 komentarzy:

  1. Gdybym miała 10 lat podczas lektury, mogłabym się przestraszyć ;) "Koralinę" lubię chyba najmniej z książek Gaimana. W sumie nie wiem, dlaczego. Ekranizacja bardzo mi się podobała.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się "Koralina" nie podobała. Może dlatego, że za bardzo się w niej "osłuchałam" i niby wiedziałam wszystko, ale okazało się to przerysowane. I w związku z tym do zachwytów mi baardzo daleko.
    Tak, horror to nie jest, chociaż bywają emocjonujące momenty.
    Oczywiście, że książka dla dzieci, tak samo jak każda inna Gaimana ;P.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ultramaryno, zauważyłam, że wielu porównuje do siebie poszczególne książki Gaimana, typując, która lepsza, a która gorsza. A Gaiman jest takim pisarzem, który wciąż próbuje czegoś nowego i żadne z jego dzieł nie jest podobne do drugiego. Tak mi się wydaje ^^
    A "Koralina"... Jest dobra w swoim gatunku. Na prawdę dobra. Aż szkoda, że nie jestem o jakieś 10 lat młodsza ^^

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Alino, jak każda inna książka Gaimana? Oj... Ja bym "Gwiezdnego pyłu" czy "Nigdziebądź" swojemu dziecku nie dała, póki nie skończy ono 12-13 lat ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze, to nie czytałam jeszcze ŻADNEJ książki Gaimana, jakoś nie mogę się zebrać, mimo, że je znam z tytułu. A do Koraliny mnie ciągnie... troszkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach ta Koralina... Dawno nie czytałam, ale wspominam bardzo dobrze :) Rzeczywiście sporo w niej z "Alicji w...", ale Gaiman nadał tej baśni nowy wymiar. ;P

    Recenzja bardzo w stylu Arii. Ciekawam twojej opinii o książce pani Mai ;) Pozdrawiam cieplutko :* :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ario, to było właśnie w takim sensie powiedziane ^^. Znaczy się lekko ironicznie xD.

    OdpowiedzUsuń
  8. Drzwi do innego świata...hmm brzmi znajomo a nie było tam czasem żadnej starej szafy ? :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Yosso, to zacznij koniecznie :D Radziałbym najpierw zabrać się za 'Koralinę', potem za 'Gwiezdny...', następnie za 'Chłopaków...' a potem cała reszta :D Najpyszniejsze zostaw sobie na koniec ^^

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Basiu, tak? W stylu Szmimi? :P :D:D:D

    Właśnie to u Gaimana lubię: znajduję w nim 'Alicję w...' i mitologię. Aż szkoda, że ma żonę, no! :P

    Panią Maję czytam bardzo powoli, bo po prostu nie mam czasu. Ale powiem Ci, że do tej książki podeszłam bardzo sceptycznie. Bardzo. I zaskoczyła mnie. Ale, ale, to dopiero początek. Jak przeczytam całość, będzie recenzja ^^

    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Alino, to dobrze xD Bo omal zawału nie dostałam xD

    OdpowiedzUsuń
  12. Daniel, a nie było :P Choć lekko pachnie tam Lewisem, ale u Gaimana nie ma tej idylli i harmonii. Tumnusa też nie xD Za to jest kot i kot wymiata :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Co do straszności książki - to całkowicie się zgadzam. Ale co do straszności filmu - uważam, że jest wyśmienicie straszny xD A przynajmniej był taki w kinie :P Ta muzyka! Robi swoje ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Straszny to był ojciec, a raczej to, jak wyglądał jego kręgosłup od siedzenia przy kompie :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja sobie Koralinę odłożyłem na później. Teraz czekam co też Gaimana mi wpadnie w łapy to przeczytam:) Oglądałem niestety film więc z rok muszę odczekać - takie mam zasady:) Za to będę ją czytał z podkładem muzycznym z filmu, świetnie się to sprawdza z niektórymi książkami:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiem, czemu tak mam, ale jak tylko zaglądam na Twój blog, to od razu przychodzą mi na myśl utwory BUCK-TICK (nie wiem, czy znasz - japoński zespół rockowy xD).
    Pozdrawiam serdecznie!^^

    OdpowiedzUsuń
  17. Pawle, taaaaak, masz rację, muzyka z filmu to cudowne tło dla tej książki. W ogóle muzyka wyszła z całego filmu najlepiej ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. owarinaiyume, nie znam, ale zaraz poznam :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja Koralinę tylko oglądałam. Ale BARDZO mi przypadła do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  20. To polecam do przeczytania, książka przypada do gustu jeszcze bardziej :)

    Pozdrawiam! Dzięki za odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń