środa, 1 września 2010

Nowicjuszka – Trudi Canavan


Kiedy bierzesz do ręki książkę fantasy opowiadającą o magii, czarodziejach w szatach i złodziejach, możesz uderzyć głową w mur, bo pod ciekawą opowieścią o szkole magii, jej uczniach i nauczycielach, przeczytasz o tolerancji, służbie zdrowia i różnych kulturach naszego współczesnego kraju. „Nowicjuszka” Trudi Canavan jest książką o naprawdę poważnych problemach dotyczących ludzkiej psychologii, wyboru być sobą czy takim jak inni, tolerancji i nietolerancji, lekarzy, których usługi są szalenie drogie. A przez to książka ta zmusza do wielu przemyśleń. Canavan dając nam przepyszne ciasteczko w postaci „Gildii magów”, zaskoczyła nadzieniem „Nowicjuszki”. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że okaże się to tak poważna książka. Zaskoczyła mnie i wbiła w ziemię.

Akcja rozdziela się na kilka wątków. Jeden traktuje o Sonei robiącej pierwsze kroki w nowej szkole, drugi o Ambasadorze Dannylu, trzeci o Lorlenie – Administratorze Gildii. Sonea zaczęła nowe życie w Gildii Magów. Złożyła przysięgę nowicjuszy i zaczęła uczęszczać na zajęcia. Haczyk polega na tym, że była pierwszą uczennicą, która nie miała szlacheckiego pochodzenia, lecz urodziła się w slumsach.
Czytając o Sonei z początku wzdychałam ze zrozumieniem. Prawda jest taka, że przeżyłam to samo, co ona, będąc w szkole. Różnica polega na tym, że ona urodziła się w innej warstwie społecznej, a ja w innym kraju. Wiem doskonale jak to jest być zupełnie innym od reszty. Wiem też, że wystarczy tylko jedna osoba, która cię nienawidzi, by znienawidzili cię wszyscy. Człowiek to stadne zwierze i pójdzie za silnym przywódcą bez  sprzeciwu. A dzieci często potrafią być okrutniejsze niż dorośli. Jednak jeżeli chodzi o dręczyciela Sonei, Regina, wydaje mi się, że musi tu chodzić o coś więcej, niż tylko pochodzenie Sonei. Jego nienawiść musiała żywić się czymś jeszcze, inaczej bowiem staje się on postacią płytką i przekoloryzowaną.
Współczułam więc Sonei, a zarazem czytając o jej życiu w Gildii przeżywałam na nowo dawno zakurzone wspomnienia  z przeszłości. Dzięki Sonei i Canavan spojrzałam na pewne rzeczy z innej strony, obiektywnie, z dystansem. Gnębiąc innych nikt nigdy nie staje się lepszy, pokazuje jedynie swoją własną słabość.
Wybory Sonei i jej zachowanie za bardzo przypominały  mi moje własne. W pewnym momencie miałam wrażenie, że Canavan podpatrzyła moją przeszłość i postanowiła napisać o tym książkę. Jeżeli jednak w pierwszej części „Nowicjuszki” czułam tylko współczucie, to w drugiej poczułam ból. Samotność Sonei przytłaczała i miałam wrażenie, że odczuwam ją bardziej niż ona.

Dannyl natomiast został Ambasadorem Gildii w Elyne. Opuścił więc Kyralię i udał się przyjąć swoje nowe obowiązki. Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że wraz z opuszczeniem Rothena, w postaci Dannyla czegoś zabrakło. Zmienił się, stając się bardziej rozsądnym i poważniejszym, gubiąc swoją łobuzerskość. A mimo to jego urok pozostał.
I tu właśnie Canavan zabawiła się z nami. A wynikiem tej gry, jest pokazanie czytelnikowi, kim jest i co czuje w odpowiedniej sytuacji. Autorka na początku stworzyła postać, której ciężko nie lubić, a następnie pokierowała jej życiem w taki sposób, że czytelnik na nowo miał odnaleźć się w swoich uczuciach do Dannyla. Dzięki czemu poznał samego siebie.
Mnie osobiście tak zaskoczyła, że zupełnie nie wiedziałam, co myśleć.

Sytuacja Lorlena natomiast pokazuje nam jak ważne w przyjaźni jest zaufanie i jak bolesna jest jego utrata. Cierpienia maga są ukazane tak barwnie, że miałam ochotę go przytulić. Jednak nie opuszczała mnie myśl, że Lorlen za wcześnie osądził swego przyjaciela. Choć Canavan ani razu nie powiedziała nic na usprawiedliwienie Akkarina, ja mimo prawie całkowitego odczuwania emocji Sonei, jej niechęci do niego nie czułam.

Akkarin intryguje. Tytuł trylogii Czarnego Maga wyraźnie wskazuje, kto tu jest najważniejszy. A mimo to w pierwszych dwóch książkach postać Wielkiego Mistrza  stoi gdzieś daleko, przesuwa się między wierszami i wątkami. W centrum jest Sonea, Dannyl, Lorlen, ale nie Akkarin. Jednak to on właśnie stanowi próg, o który potyka się każda z głównych postaci. Wydaje się być całkowitym złem, nic nie wydarza się w jego obronie. A mimo to ta postać nie wydaje mi się zła. Jest w niej moc, potęga, inteligencja. Ale zło? Bardziej widziałam w niej samotność i twardość. Możliwe jednak, że to jedynie moje urojenia.

Razić w tej książce mogą dialogi. Sztuczne i przewidywalne. Jednak można się do nich przyzwyczaić. Natomiast komunikacja mentalna przyprawia mnie o zieloną zazdrość. Bo ja też chcę porozumiewać się za pomocą myśli z kimś, kto jest w Warszawie, kiedy ja jestem w Olsztynie. Więc jeżeli usłyszycie o jakimś kursie, który będą prowadzić mistrzowie z Gildii, dajcie mi znać ;)

A na koniec zostawiłam sobie najsmaczniejsze. Dorrien! Syn Rothena, mentora Sonei. Może nie jest to zbyt ważna postać, bo pojawia się w Gildii tylko dwa razy. Możliwe, że jego charakter nie jest zbytnio przemyślany przez Trudi. A jednak cudownie się o nim czyta.  Wręcz znakomicie! Ciężko jest nie uśmiechać się przy fragmentach, gdzie ciąga Sonee po całej Gildii. Chciałabym mieć takiego przyjaciela.

Zastanawiam się teraz czy „Wielki mistrz” uderza jeszcze mocniej w ludzkie uczucia. A zarazem szkoda  mi, że po przeczytaniu kolejnych siedmiuset stron cykl Czarnego Maga się skończy. Zdecydowanie Trudi powinna była napisać jeszcze z dziesięć-dwadzieścia części. Albo niech zrobią ekranizację.
Takie właśnie myśli rodziły się w mojej głowie, gdy zbliżałam się do końca „Nowicjuszki”, a wraz z nimi pojawiła się ogromna chęć napicia się z Trudi herbaty…

21 komentarzy:

  1. A nie mówiłam, że druga część będzie lepsza niż pierwsza?;) A trzecia uderza jeszcze mocniej. Po jej skończeniu zostaje seqel "Misja Ambasador", ale nie czytaj opisów, bo wyjaśniają największą niespodziankę "Wielkiego Mistrza".

    Wątek Danyla też mnie zaskoczył, bardzo pozytywnie.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moreni, a więc trzecia część jest jeszcze lepsza? Nie wiem, czy stać mnie na większy zachwyt :P
    Przy Dannylu opadła mi szczęka, brwi poszły w górę, a z gardła wydobyło się "eee?". A potem "ooo!". A następnie poklaskałam Canavan ;)
    Nieźle to uknuła.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z fantastyki czytałam tylko "Władcę pierścieni", który mnie niemiłosiernie znudził i Sagę o Wiedźminie, która odwrotnie, niesamowicie zachwyciła. A tak poza tym to nie lubię tego gatunku. Ale już się tyle naczytałam o Canavan poytywnych rzeczy, że chyba w końcu spróbuję, chociaż ciężko mi sie przyzwyczaić do jakiegoś fikcyjnego świata i poczuć związaną z jego bohaterami. A może powinnam zacząć spotkanie z literaturą fantasy od czegoś innego?

    OdpowiedzUsuń
  4. Tusienko, myślę, że "Gildia magów" mogła by być odpowiednia dla zrobienia pierwszego kroku. Teoretycznie rzecz dzieje się w fikcyjnym świecie, jednak traktuje o naszych codziennych sprawach i problemach. A postacie są bardzo żywe :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze a ja jestem do Trudi zrażony po Erze Pięciorga (co prawda 3 tom był niezły ale dwa pierwsze...). Nie wiem czy Gildia Magów mnie skusi. Po takiej recenzji zaczynam mięknąć;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekaj aż dobiję Cię recenzją ostatniej książki z trylogii :P Bo jak tak sobie czytam, to z każdą stroną wpadam w coraz większy zachwyt ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie ostatnio jakośszczególnie nie ciągnie do fantastyki. Może sięgnę jak będę nie miał nic innego pod ręką. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. tzn. Nie bede miał nic innego pod ręką. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja na odwrót po tyle latach poczułam chęć przeczytania czegoś 'nie z tego świata' ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja nie zaczynam z Canavan, bo coś czuję się wsiąknę na maksa ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No ja też niedługo będę czytał coś nie z tego świata. I to dosłownie. "Trylogia kosmiczna" Lewisa już stoi na mojej półce. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lilithin, masz rację, Canavan pożera czas bez skrupułów ^^ Ale nie zamierzam się bronić ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Szasto, już dotarła? :D Czekam na recenzję w takim razie. Mam nadzieję, że będzie jak najbardziej pozytywna i mnie zachęci. Bo obawiam się trylogia może być jedyną książką Lewisa, przez którą nie przejdę.

    OdpowiedzUsuń
  14. No ja sam jestem ciekaw jak wygląda Lewis w wersji s-f. Ale zanim się za to zabiore, to jeszcze kilka książek Marqueza przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeśli tylko nie podchodzi się do tej trylogii w sztywny sposób, oczekując bóg wie czego, to można przeżyć naprawdę niezapomniane, wzruszające chwile - wiem po sobie, a kiedy coś chwalę, to zawsze to, co wydaje mi się tego godne :)
    Cieszę się, że i ty znalazłaś chwile i przyjemność w czytaniu Trudi Canavan, która naprawdę jest bardzo uzdolnioną pisarką. Zważyć trzeba, że dopiero zaczyna, a już tyle osiągnęła... Z wiekiem i doświadczeniem, jeszcze nie raz zachwyci świat :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    Ps: Bardzo jestem ciekawa twojej reakcji na zakończenie trylogii. Zobaczymy, czy aby nie miałyśmy bardzo podobnej - bo nie o wszystkim napisałam u siebie ;] Zdróweczko :) :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak, Barbaro, Canavan jest niesamowita. Jej książki potrafią porwać ze sobą i wzbudzić całą gamę uczuć. Ale pod warunkiem, że nie podchodzimy do jej powieści zbyt krytycznie. Można przyczepić się do wielu rzeczy, a jak, wad w tej książce nie brakuje. Jednak po co? Po co mam wyszukiwać słabe miejsca czegoś, co okazało się taką niesamowitą i żywą historią? To tak, jak wbijać przyjacielowi nóż w plecy.

    PS Jestem w połowie 'Wielkiego Mistrza' i jestem tak zachwycona i przepełniona tyloma uczuciami, że na dzień dzisiejszy nie wiem jak je ubrać w słowa. Ale ubiorę ;)
    A ciekawe czy podobnie podejdziemy i do trzeciej książki, bo przeglądając Twoje recenzję dwóch pierwszych, zauważam dużo podobieństwo między naszymi wrażeniami :)

    Pozdrawiam cieplutko! :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Kochana Ario. ^^
    O "Nowicjuszce" napisałaś naprawdę pięknie. : ) Wiesz... skuszona Twoją recenzją pierwszej z części trylogii Czarnego Maga, postąpiłam podobnie do Ciebie, czyli ściągnęłam na swój komputerek elektroniczne wersje tych książek. ^^ Niestety, przyłapana przez mamę na "czytaniu książek w komputerze" ("też coś!"), musiałam się pogodzić z faktem, że nie będzie mi to dane... Ale - przecież mam nową osiedlową bibliotekę. ; D I wyobraź sobie, że dziś byłam tam - i co widzę? No właśnie! : D Z pewnością niedługo po nie sięgnę.

    Uściski. ^^ ; *

    OdpowiedzUsuń
  18. Aniu :* To ja już nie mogę się doczekać recenzji na Twoim blogu :D Będę wypatrywać każdego dnia :D mam nadzieję, że Ci się spodoba. Mnie jak widzisz Canavan po prostu zauroczyła. Właśnie mam przed sobą ostatnią część trylogii. Zostało mi 100 stron do końca. I nie chcę czytać, bo nie chcę mieć już za sobą tej cudownej książki ^^ I co ja mam począć? Ciekawość zżera, ale zżera i niechęć do kończenia tego cudownego czasu spędzonego z Soneą i resztą...

    Pozdrawiam przecieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  19. zapraszam do zabawy "lubię" szczegóły na moim blogu:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Aria, pięknie piszesz o pięknych książkach. Pozwoliłam sobie podlinkować do tego wpisu :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń