sobota, 25 września 2010

Dorian Gray [2009]



„- A sztuka?
- Jest chorobą.
- Miłość?
- Złudzeniem.
- Religia?
- Wytwornym surogatem wiary.
- Jesteś sceptykiem.
- Nie, sceptycyzm jest początkiem wiary.
- Czymże więc jesteś?
- Określać znaczy ograniczać.”

(Oscar Wilde „Portret Doriana Graya”, Warszawa 1976)

Powieść Oscara Wilda „Portret Doriana Graya” powstała w 1891 roku i od razu spotkała się z ogromnym oburzeniem ze strony społeczeństwa. Pisarz zabrał się więc za poprawianie tekstu, złagodził go znacznie usuwając wszelkie homoseksualne aluzje, rozbudował powieść i dodał kilka rozdziałów.
Gdy książka spotyka się ze sprzeciwem, przyczyny ku temu za zwyczaj są dwie  – albo ludzie nie dojrzeli jeszcze do tego dzieła, albo ów utwór zbyt prawdziwie odzwierciedla wady społeczeństwa. Wilde opowiedział o zepsuciu nie tylko Doriana Graya, w sylwetce swojego bohatera autor umieścił całą epokę. „Portret…” to powieść o ludzkiej duszy, o filozofii, psychologii, sztuce, młodości i pięknie. To powieść, która zachwyciła nie-jednego  czytelnika, nie-jedno pokolenie i nie-jednego reżysera. „Portret Doriana Graya” został zekranizowany około dwudziestu pięciu razy. Ta liczba robi wrażenie, prawda? Ekranizowanie takiej powieści jest nie lada wyzwaniem. Czy można pokazać na ekranie całą głębię „Portretu…”? Dziś nie będę tego rozważać, dziś chcę z wami porozmawiać o tym, co Oliver Parker zrobił jednej z moich ukochanych książek.

Dorian Gray (Ben Barnes) otrzymawszy ogromny spadek po swoim dziadku wraca do Londynu. Młody, czysty i szlachetny chłopak staje się łakomym kąskiem dla filozofującego i kpiącego ze wszystkiego lorda Henry’ego Wootona (Colin Firth).  Lord przekonuje Doriana, że w życiu najważniejsza jest młodość i piękno. Wraz ze stratą tych dwóch wartości, traci się wszystko. Dorian w swej młodzieńczej naiwności wierzy Henry’emu. A gdy malarz Basil Hallward (Ben Chaplin) pokazuje dopiero co skończony portret Doriana, gdzie chłopak ukazany został w rozkwicie swej młodości, ten po raz pierwszy uświadamia sobie swoje własne piękno.
Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest, gdy wszystkie blizny losu przejmuje za was nie wasza twarz, a wasz portret? Gdy starzeje się on, a nie wy? Dorian Gray doświadczył tego i wykorzystał w każdym calu.

W swojej ekranizacji Oliver Parker mija się z treścią książki, to się do niej zbliża, to się oddala. Dodaje nowe sytuacje, nowe postacie, nowe wątki. Zmienia wiele, a przede wszystkim wygląd tytułowego bohatera. Filmowy Dorian jest z wyglądu przeciwieństwem Doriana Wilda. Jednak to nie wszystko. Sam finał filmu jest inny niż książkowy. Nie gorszy, nie lepszy, po prostu inny. Parker zachował jedynie szkielet powieści Wilda, reszta zmieniła się w film, który może przyciągnąć fanów horroru. Portret przeraża swoim spojrzeniem z ekranu, a lekkie otwarcie jego ust przyprawia o drżenie. Grzechy Doriana ograniczyły się głównie do przyjemności seksualnych, choć w książce były bardziej rozległe. To, co Wilde złagodził i pominął w ostatecznej wersji książki, zostało wyciągnięte na światło dzienne przez Parkera. A monologi Henry’ego robią piorunujące wrażenie. Słowem, film się udał, ale zagorzali miłośnicy książki mogą przyjść do kina z siekierami. Pamiętajcie zatem, kochani fani Oscara Wilda, jestem jedną z was i mówię wam: inne nie znaczy gorsze!

Na pewno każdego ucieszy gra aktorska. Lord Henry (Colin Firth) był wyśmienity, taki jaki być powinien – cyniczny, sceptyczny, skomplikowany. Błysk w oku, który pojawiał się, gdy Henry mówił swoje mądre słówka, jest mistrzostwem. Basil Hallward (Ben Chaplin) – artysta w każdym calu, ceniący Doriana i uwielbiający go. Zamknięty w swoim uwielbieniu, które Parker rozwinął nazbyt śmiało. I wreszcie tytułowy Dorian Gray (Ben Barnes)! Szczerze musze przyznać, że dopóki nie obejrzałam tego filmu, kpiłam otwarcie z Barnesa. Jednak w „Dorianie Grayu” pokazał klasę. Z początku rozczulał swoją niewinnością. Jego młodzieńczy wzrok – czysty, nie skażony – zachwycał i kazał mu współczuć. Jednak potem ciężko było uwierzyć, że Doriana gra wciąż ten sam aktor. Znikła czystość bijąca od niego, w oczach pojawił się chłód i pogoń za rozkoszą. Wyraz twarzy stał się dobiciem zła i szyderstwa. Gra Barnesa nie budzi żadnych zastrzeżeń poza jednym – u Wilda niewinne piękno Doriana nie uległo zmianom, to portret się zmieniał, nie on (fanów książki proszę o odłożenie siekiery, Parker nie jest lichwiarką Dostojewskiego, a reżyserem. To, co opisał Wilde, nie da się pokazać na ekranie). I jeszcze słówko o portrecie. Straszny, to mało powiedziane. To właśnie on przechylił szalę filmu w stronę mrocznego horroru. Nie jest już metaforą, tu jest potworem, który przeraża.

Czy film jest dobry czy nie, jednoznacznie powiedzieć nie można. Tym, co kochają książkowego Doriana, może się nie spodobać. Jednak Ci, którzy książki  nie czytali, mają szansę na otrzymanie prawdziwej uczty filmowej. To film o ludziach, ich charakterach, poglądach, psychologii i filozofii. A fanom książki powiem tylko, że Parker dodał do filmu postać, której w książce nie było, a która wyszła mu wyśmienicie i sam Wilde z pewnością by nią nie pogardził. Kuszę? Oczywiście! Czemu? Ponieważ warto!

„Należy wchłaniać barwę życia, ale nigdy nie przypominać sobie szczegółów. Szczegóły są zawsze trywialne.”
(Oscar Wilde „Portret Doriana Graya”, Warszawa 1976)

Recenzja została napisana dla portalu Oblicza Kultury

25 komentarzy:

  1. O, piękniutki Ben B. Kto by się spodziewał, że tak pięknie zagra? Na pewno nie Ci, który widzieli Księcia Kaspiana xD Musze zatem sprawdzić prawdziwość opinii Arii osobiście ;D szkoda, że tak długo trzeba czekać!

    OdpowiedzUsuń
  2. A jak mówiłam, że jadę USA na "Doriana Graya", to nie chciałaś ze mną ;p To teraz czekaj :P

    Poza tym, może po Dorianie, strawię Kaspiana w "Podróży Wędrowca do świtu". No chyba że i tam połowę filmu przełazi w piżamie xD W Dorianie się przebierał :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się film Parkera nie podobał - mocno mnie znudził, wydał płaski i banalny. Jeden dobry Colin Firth wiosny nie czyni. Ben Barnes ma naprawdę śliczną buzię, ale to wszystko - wolałam go w Easy Virtue, gdzie nie miał tak wymagającej roli do zagrania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm... Mogłabym wiele temu filmowi zarzucić, ale nie nudę. Nutka grozy w połączeniu z mistrzowskimi dialogami spod pióra Wilda nie pozwalają się nudzić :) Ale każdy ma swój gust :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czuję się zachęcony:) Jak mi się nie spodoba to wrócę i uduszę;)

    OdpowiedzUsuń
  6. książka jak dla mnie była okropna więc mam nadzieje, że jak sięgnę po film to przynajmniej z niego będę miała frajdę ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Paweł, yyy... To może nie idź na ten film, co? :P Bo ja jeszcze taka młoda jestem i całe życie przede mną... xD
    A czytałeś książkę? Bo jak tak, to istnieje szansa, że Ci się nie spodoba... Chyba schowam się w jakiejś piwnicy xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Molu, wybacz, ale w moim małym móżdżku nie mieści się, jak "Portret..." Wilda może się nie spodobać. Potrzebowałabym niejednokrotnej wizyty u psychologa i prania mózgu, by to zrozumieć xD
    Ale! Film może Ci się spodobać, oj może. Jest taki... inny ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochani, jak obejrzycie, to ja czekam na wasze wrażenia/pomidory rzucane we mnie xD

    OdpowiedzUsuń
  10. Książkowego Doriana ubóstwiam ;] A tego filmowego, hm... Jeszcze nie mam zdania. Czy to nie on grał Księcia Kaspiana w Opowieściach z Narnii? Pewnie dam się skusić, ale i tak - choćbym nawet miała się zawieść - książkę uważam za świetny kawałek prozy. :)

    Ps: Teraz dopiero przeczytałam w komentarzach powyżej, że to rzeczywiście Kaspian. :P

    Pozdrawiam serdecznie :) :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Basiu, książka jest absowicie (;P) genialna. Dla mnie jest niesamowitą głębią i ile razy po nią nie sięgam, zawsze widzę w niej coś nowego.
    A film... Cóż, za wiele książki w nim nie zobaczysz. Został zrobiony dla współczesnego widza, z myślą, że ów widz książki nie czytał.

    Tak, to ten aktor co okrutnie zniszczył mojego Księcia Kaspiana. Nienawidziłam go za to, póki nie ujrzałam go w roli Doriana. Wyśmienita gra!

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ach! Uwielbiam Doriana Graya! Zarówno film jak i książkę :) Książkę czytałam dawno w języku angielskim i od razu przypadła mi do gustu. Na temat tej książki można dyskutować długo, poruszone są w niej ciekawe kwestie. Później moja kumpela oświeciła mnie, że wyszła najnowsza adaptacja. Oglądałyśmy ją w ostatnie Święta Bożego Narodzenia i byłam wręcz zachwycona pomimo różnych zmian (szczególnie zakończenie, jak i tak jak napisałyście, dodawane i rozbudowane sceny). Kiedy zobaczyłam co prawda, kto jest odtwórcą głównej roli, przeraziłam się, że ten film będzie przez to skopany - myślałam po prostu, że Barnes się nie nadaje. Jednak aktor zagrał świetnie i teraz ciężko mi sobie wyobrazić w tej roli kogoś innego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Sylwio, masz rację, książka jest niesamowita. Poruszane w niej jest od groma kwestii. Jest tak wielopoziomowa, że wydaje mi się, cokolwiek będę chciała tam znaleźć, znajdę.
    Barnes jest niezły, prawda? Schrzanił Kaspiana, ale odpokutował przy Dorianie ^^

    I... Sylwio, a czemu się do mnie zwracasz w liczbie mnogiej? ("...i tak jak napisałyście, dodawane..."). Przez szacunek? xD

    OdpowiedzUsuń
  14. Racja, powinna być liczba pojedyncza ale jakoś tak wyszło przez pamięć o A&A :D Nie mogę się odzwyczaić ;)

    Dokładnie jak napisałaś, Barnes schrzanił Kaspiana ale odpokutował przy Dorianie - inaczej bym tego nie ujęła xD Nie sądziłam, że będzie potrafił tak zagrać :) No i o tej wielopoziomowości też masz rację. Na przykład kumpela zadała mi pytanie: "czy uważam, że wygłaszane przez Lorda Henry'ego opinie sprawiły, że Dorian stał się tym, kimś się stał". Bo Dorian był przecież młodym nie ukształtowanym jeszcze mężczyzną. To właśnie rady Henry'ego sprawiły, że zaczął patrzyć na życie z innej strony i zmienił się. Z drugiej strony może i tak by stał się tym kim się stał, nawet jeśli w życiu Doriana nie pojawił się Henry. Z kolejnej strony Dorian wreszcie zniszczyć swój portret, co nie zgadza się z wizją Doriana-złego-do-samego-końca.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie ma ludzi złych do samego końca. Mamy w sobie i dobro i zło. Z Dorianem było tak samo. To postać głęboko psychologiczna. Można tu snuć i snuć. A Henry... Henry'ego uwielbiam ^^ Jego teksty są bezcenne :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Po Twojej recenzji zabieram się• i za książkę i za film. Ciekawe, czy mnie porwie... ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nyx, mam taką nadzieję ^^ A fakt, że Cię zachęciłam, jest miodem dla mojego recenzenckiego serduszka :D

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. O, chcę od dłuższego czasu obejrzeć ten film. Może wreszcie się zmotywuję. Książka jest rewelacyjna xD

    Pozdrawiam serdecznie^^

    OdpowiedzUsuń
  19. Owarinai, książka jest ponadczasowa :D A na film najlepiej wybrać się do kina ;) Portret robi wrażenie :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Oglądałem dziś jakiś zwiastun tego filmu i to mi raczej przypominało (tak z materiału wynikło) współczesnego Fausta i jego pragnienie pozostania młodym, poznania tajników magii. Czy to jest jeden z dodanych wątków przez reżysera, niezgodnych z książką? Tak mnie właśnie zastanowiło to, bo sobie analogię z Faustem zrobiłem.

    OdpowiedzUsuń
  21. Darku, a czy sama książka nie przypomina Ci Fausta? :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Książki nie czytałem, stąd takie moje pytanie wynikło. Jeśli to prawda to cieszę się, bo jeszcze ze mną nie jest tak źle, nie kojarzy mi się wszystko tylko z książkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. O! To ja w takim razie zapraszam Cię do przeczytania książki. Nie jest gruba :) I jest w każdej bibliotece :P A niedawno wyszło wznowienie, takie piękne...

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie znam książki, na film dopiero się wybieram. I teraz dylemat - obejrzeć wpierw film, czy zapoznać się z książką? Trudny orzech...

    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Zobacz film, Litero :) Książka zachwyci i tak i tak :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń