poniedziałek, 13 września 2010

Biały statek - Czingis Ajtmatow


Gdy wypowiadam imię Czyngisa Ajtmatowa, z czym się wam kojarzy? Z Kirgizją, z Rosją, z wioską, z bajką, czy z niczym? Jego książki są specyficzne, jednak czytając jego biografię, ciężko sobie wyobrazić, by były inne.
Urodził się w 1928. Dzieciństwo spędził z babcią, dzięki czemu jego pierwsze spojrzenie na świat zostało ukształtowane przez kirgiską wieś. W domu mówiło się w dwóch językach, po rosyjsku i kirgisku. Taka też jest i twórczość Ajtmatowa, tworzył dla obu kultur. Przeżył długie życie, napisał powieści chwytające za serce i zarazem tworzące wrażenie bajki. Zmarł dwa lata temu, w 2008 roku.

Pisarze nie umierają, żyją nadal w swoich książkach. A książki są jawną lub ukrytą autobiografią twórcy.

„Biały statek” to książka łącząca prawdziwość życia z liryczną bajkowością. Akcja ma miejsce w górach, w małej osadzie, gdzie mieszkają jedynie trzy rodziny. Siedmioletni chłopczyk wychowuje się wśród dorosłych. Porzucony przez matkę i ojca, został oddany pod opiekę swojemu dziadkowi Momunowi – mężczyźnie pokornemu, spokojnemu i o słabym charakterze. Jednak jest coś, co dziadek potrafi robić tak dobrze, jak nikt inny. Opowiada wnukowi cudowne bajki…

Chłopczyk pozostawiony sam sobie, pozbawiony rówieśników, nie cierpi z tego powodu. Sam znajduje sobie przyjaciół. Nadaje imiona ogromnym głazom, rozmawia z trawą i dostrzega jej zmienne nastroje, prowadzi dyskusję z lornetką, a teczkę, z którą chodzi do szkoły, traktuje jak najlepszego przyjaciela. Cały świat przyrody ożywa wokół niego. A liryczne tło tych niezwykłych przyjaźni tworzy mit o stworzeniu plemienia Kirgizów, którego matką był jeleń.

W umyśle chłopczyka nie istnieje granica pomiędzy światem fikcji, a życiem rzeczywistym. Wydaje mu się, że widzi przeróżne postacie z legend, rozmawia z nimi i marzy, by zostać rybą. Zdawałoby się, że malec wyrzekł się świata. Czy to przez opowieści dziadka, który najprawdopodobniej sam wierzy w opowiadane przez siebie legendy, czy też z powodu zbyt brutalnej prawdy życia, gdzie rodzice chłopca rozwiedli się, założyli nowe rodziny, a o nim zapomnieli. A może po prostu jego melancholijna dziecięca dusza nie jest gotowa do odrzucenia magicznego świata? Jednak bajka ma to do siebie, że kiedyś z pewnością następuje jej koniec. A gdy jest się do niej zbytnio przywiązanym, ów koniec może przynieść wiele bólu.

W „Białym statku” Ajtmatow zakłada czytelnikowi okulary dzieciństwa. Widzimy świat oczami chłopca, znamy jego marzenia i nadzieje. Jednak autor pozostawił też małą szczelinę w okularach, przez nią przebija się do naszych oczu prawdziwy świat, prawdziwe życie. Życie, które może okrutnie ranić mity i legendy.

Widzenie w zimnym racjonalnym świecie postaci z bajek i legend, jest piękne. Można niemal uwierzyć, że tak jest naprawdę, a gdzieś w zakamarkach pamięci coś szepce, że kiedy my sami byliśmy dziećmi, widzieliśmy ten sam świat. Jednak czy można spędzić tak całe życie? Czingis Ajtmatow spróbował odpowiedzieć nam na to pytanie. I nie przez przypadek powieść „Biały statek” ma podtytuł, a brzmi on: „Po bajce”.

8 komentarzy:

  1. Zaintrygowałaś mnie.:) Wygląda mi to na jakiś smakowity realizm magiczny, a dawno czegoś w tym stylu nie czytałam. Wydali ten "Biały statek" po polsku?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, jest po polsku, tylko że pewnie w księgarni tego nie znajdziesz. Ale jest to w naszej cudownej bibliotece UWMowskiej :P Po polsku i po rosyjsku ;)

    Swoją drogą, masz już plan? ;> Bo wczoraj się dowiedziałam, że UW ma plan od czerwca już -.- Odczuwam dyskomfort dezorganizacji naszego ukochanego gniazda wiedzy...

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, wiem gdzie szukać.:)

    Plan to ja zazwyczaj dostaję 30tego września, tym razem pewnie będzie nie inaczej. Ale skłoniłaś mnie do zajrzenia na stronę, żeby się o tym przekonać.;) W Toruniu też mieli od września, ale oni sobie tam sami plany układają wg. punktów, więc trudno się dziwić...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze mieć książkowego informatora z uniwerku, co? :P

    A, czyli norma, plan w ostatniej chwili. Mnie to już na tym uniwerku nic nie zdziwi xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna recenzja i piękna muzyka w tle. Teraz będę wchodził na bloga specjalnie żeby jej słuchać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A dziękuję, starałam się ^^
    Wysłać Ci mp3 na maila? ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No pewnie, nie będę wtedy musiał co chwilę wchodzić na bloga :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach tak? W takim razie... mail mi nie działa, o! :P

    OdpowiedzUsuń