poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Przed wschodem słońca [1995]

On – Amerykanin. Ona – Francuska. Różni pod każdym względem. Łączy ich tylko jedno – pociąg. Spotkali się w nim. Po zwykłej wymianie zdań nastąpiła rozmowa. Rozmowa, która pochłonęła obojga. Przerywa ją Wiedeń – miasto, w którym on musi wysiąść, a ona zostaje w pociągu, jedzie dalej, do Paryża. Wtedy on rzuca pomysł – słuchaj, rano mam samolot do Ameryki i będę czekając na niego włóczyć się po Wiedniu całą noc, a skoro tak dobrze nam się rozmawia, to może powłóczymy się razem?

Ten film jest tak piękny, że wszystkie opiewające go epitety wyleciały mi z głowy i nie wiem, od czego zacząć. Chyba od tego, że mianuję Mirandę na mojego głównego doradcę filmowego, bo to właśnie Ona poleciła mi ten film. Dziękuję!

Film jest piękny, ale nie piękny w sposób jaki są dzisiejsze filmy. Nie ma tu idealnych fryzur, nigdy nie rozmazującego się makijażu, genialnie dopasowanych ubrań czy pięknych kształtów. Są ludzie z krwi i kości. Ludzie, którzy spędzają bezsenną noc chodząc po Wiedniu. Potargane włosy, zgarbione plecy, skrzyp skórzanej kurtki, ubrania nie ładne, a wygodne, bo w podróży to się liczy.
I słowa. Masa słów poruszających niemal każdy temat. A że bohaterowie pochodzą z dwóch zupełnie różnych światów, mamy dwa różne (nie przeciwne) punkty widzenia. Tak jakby oni na nowo odkrywali świat. Albo spowiadali się sobie nawzajem. Bo przecież oboje mieszkają daleko od siebie, nie maja wspólnych znajomych, w Wiedniu nikt ich nie zna. To, co powiedzą czy zrobią tej nocy, pozostanie na zawsze tylko między nim. Tej nocy byli wolni wśród tłumu. Tak jakby nie istnieli, wykroili sobie jedną noc z życia, by na moment zniknąć.
W tym filmie nie było miejsca na banalność. Nie było stereotypu, czy schematu. Byli prawdziwi ludzie, ich życia i poglądy. I brak strachu. «Przed wschodem słońca» ukazał jak bardzo stajemy się woli, gdy odrzucamy strach. Gdy wysiadamy z pociągu codzienności, by pozwolić sobie przez kilka godzin zapomnieć o tym, co wypada, a co nie. Jedni nazwaliby to szaleństwem, mi wydaje się to byciem sobą.

Żałuję, że mam ten film już obejrzany. Chciałabym cofnąć czas i zobaczyć go jeszcze raz…

16 komentarzy:

  1. :*

    A teraz uważaj: http://www.filmweb.pl/Przed.Zachodem.Slonca - ciąg dalszy tej historii, 10 lat później w Paryżu (:

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooooożżż!!! Lepszego prezentu nie mogłam dostać!!!
    ;*

    PS yyy 10 lat? Miało być za 6 miesięcy... ;>

    OdpowiedzUsuń
  3. (:

    Miało, ale... No cóż, bohaterowie sami się z tego wytłumaczą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyny, nie kuście takimi filmami ;) ... Ledwo teraz starcza mi czasu na czytanie książek ale po takiej recenzji chyba jednak znajdę chwilkę na "ruchomy obrazek".

    Aria świetna recenzja. Rozmarzyłam się przy niej ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mirando, nie wiem kiedy,ale MUSZĘ obejrzeć koniecznie! Spalam się z niecierpliwości xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Enedtil, dziekuję ^^
    Ja na początku też wykręcałam się brakiem wolnego czasu, ale jak zaczęłam oglądać, to miałam ochotę nie przestawać. Zobacz koniecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś mi świta ,że kiedyś widziałem ten film... Ja też mam często takie uczucie ,że chciałbym np. zapomnieć przeczytaną książkę i czytać ją jeszcze raz. A jeżeli chodzi o filmy to po raz kolejny mogę polecić "Miłośc w czasach zarazy" Swietna ekranizacja.

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie chcę obejrzeć, ale jakoś boję się, że znienawidzę ten film, bo książka zachwyciła mnie tak bardzo, że nie wierzę, iż film mógł oddać całej jej piękno. Niemniej spróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja go jeszcze nie widziałam... Wszystko więc przede mną ;]

    Pozdrawiam serdecznie :) :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawsze można zobaczyć po raz kolejny. Nie nudzi się, bo -jak piszesz- Celine i Jesse rozmawiają na niemal każdy temat. Film oparty na gadaniu, a nie przestaje być opowieścią o wszystkim tym, co dzieje się między ludźmi również poza słowami. (A ześlizgnięcie się w kierunku "filozoficznej" lub pretensjonalnej dyskusji było realnym zagrożeniem.) Ja nieco bardziej wolę "Przed zachodem słońca", ze względu na odrobinę większą dawkę goryczy, którą oferuje upływ czasu. Nie tłumaczę już więcej, bo pisałam o obu. http://tamaryszek.blox.pl/2010/05/Julie-Delpy-Ethan-Hawke-Duet-aktorski.html
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham Ethana Hawke'a miłością beznadziejną odkąd obejrzałam "Orbitowanie bez cukru" (polecam!). Zaraz zabieram się za oglądanie "Before Sunrise". Dzięki za przypomnienie o tym filmie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Barbaro, uprzedzam, że po tym filmie ciężko wyjść ze stanu zamyśleniowo-marzeniowo-wiedeńskiego ;P

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. tamaryszeku, właśnie to mnie zaskoczyło, że mimo iż film była calutki oparty na gadaniu, nie nużył. Dialogi nie były przewidywalne i zaskakiwały.
    Obejrzałam drugi film i mimo wszystko wolę 'Przez wschodem...' ;) Jakoś do mnie bardziej przemówił ^^

    Pozdrawiam serdecznie! Obiecuję, że jak tylko dojdę do siebie po podróży, koniecznie przeczytam i skomentuję Twoją recenzję ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lilithin, dziękuję za polecenie filmu ^^ Koniecznie obejrzę ^^ Nazwa intryguję ;)

    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja widziałam ten film już kilka lat temu i muszę potwierdzić, że trudno go zapomnieć. Na pewno jeszcze do niego wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ka-millo, ja sama rzadko oglądam filmy po dwa razy, ale do tego mam ochotę wrócić :)

    OdpowiedzUsuń