sobota, 14 sierpnia 2010

Gildia magów – Trudi Canavan


 
Chyba każdy z nas, osób kochających książki, zna uczucie polowania na książkę. Jest coś, co chcemy przeczytać, ale albo jest za drogie, albo nie ma w księgarniach, albo setki innych powodów. Czekamy więc na tę książkę, na okazję kupna lub przeczytania. A zdarzyło wam się kiedyś, by to książka polowała na was? Mi się zdarzyło…

Parę lat temu zderzyłam się twarzą w twarz  z „Gildią magów” w empiku. Nie dość, że omal nie przewróciłam półki, to jeszcze rzuciła się na mnie książka! Znam siebie i swój gust, więc okładka powinna mi się wydać kiczowata. Ale nic z tych rzeczy! Spodobała mi się! Spojrzałam na nazwisko autora – Trudi Canavan – ładne, pomyślałam, bardzo ładne. Przeczytałam opis książki i… Odłożyłam na półkę. Człowiek-student, to biedny człowiek. Wtedy jeszcze nie zasmakowałam uroków samodzielnej pracy, więc chodziłam na pielgrzymkę do biblioteki. Ale nawet gdybym pieniądze miała, nie kupiłabym tej książki. Bajka? Fantasy? Dajcie spokój!
Ale na tym poczynania mojego prześladowcy w postaci „Gildii magów” się nie skończyły. Natykałam się na tę książkę niemal w każdej księgarni. Ale to nic!
Minęło parę miesięcy… Na jednym ze spotkań kółka teatralnego, do którego należałam, zobaczyłam, że jeden z wykładowców (kółko wystawiało scenki z udziałem i studentów, i wykładowców, co było głównym jego plusem) zamiast brać udział w próbie, zaczytuje się w jakiejś grubaśnej książce. Zerknęłam na okładkę… Trudi Canavan!
Zagadnęłam i zapytałam, jak książka. Nie zbyt ambitna, ale mnie wciągnęła, odpowiedział. Aha!, pomyślałam, nie zbyt ambitna! Ha! I uciekłam od Trudi.
Kiedy zaczęłam pracować  w księgarni, Canavan atakowała mnie z każdej strony. A to nagle pracownicy wyłożyli nią całą ladę, a to musiałam zanieść ją na półkę, a to klienci prosili mnie coś o niej powiedzieć… Czułam się jak zwierzyna, wiecie? Ale postanowiłam, że się nie dam. Przez rok pracy w księgarni nie dałam się upolować.
Myśliwy był jednak sprytny. Tydzień temu szukałam dla siebie audiobooka. I gdy po raz kolejny wpadłam na Canavan, dałam za wygraną. Jednak gdy włączyłam sobie tę książkę, wystarczyło pięć minut, bym rzuciła audobook w kąt i sięgnęła po tradycyjnie napisany tekst.

Szczerze powiedziawszy, nie pamiętam kiedy ostatnio tak bardzo bałam się książkę czytać za szybko. Wracałam, czytałam po kilka razy to samo, odkładając koniec. Do tego dodam, że moja wspaniała biblioteka, która zawsze miała wszystko, nie posiadała książek Canavan, czytałam więc ebook’a i nabawiłam się potwornych bólów głowy. Ale nic  nie stanęło mi na przeszkodzie delektowania się tą książką. Jest tak cudowna, że nie umiem nawet dobrać słów, by opisać swój zachwyt. Upolowała mnie i całkowicie zniewoliła.

O czym jest książka? Chciałabym krzyknąć: „O wszystkim, co cudowne!”, ale się powstrzymam ;)
 
Zima. Stolica Kyralii. Czystka.
Czystka to nic innego jak wypędzanie biedaków i żebraków z miasta. Ma ona miejsce z rozkazu króla i jej celem jest pozbycie się Złodziei ze stolicy. Rozkaz ten wypełniają magowie – ludzie-arystokraci, u których został odkryty talent magiczny, gdy byli dziećmi, przez co zostali przyjęci do Gildii magów, gdzie mogli szkolić i rozwijać swoją  sztukę.
Magowie stojąc na ulicy pod czas Czystki, zwykle odgradzają się od ludu niewidzialną barierą, dzięki czemu wypychają go z miasta. Dzieci rzucają w nią kamieniami, jednak nikomu nie robi to nigdy krzywdy, ponieważ magiczną barierę może przełamać tylko mag.
Jednak ta Czystka nie jest taka sama jak setki innych. Jeden z kamieni rzuconych przez dzieci leci prosto na tarczę, przerywa ją i trafia w skroń jednego z magów. Rothen, mag stojący najbliżej poszkodowanego, patrzy w tłum. Jedni przekazują drugim, co zobaczyli przed chwilą, inni w ogóle niczego nie zauważyli,  i tylko mała dziewczynka stoi bez ruchu z zaskoczeniem patrząc na swoje ręce. Mała Sonea.

Przede wszystkim zaskoczyły mnie postacie. Niezwykle żywe! Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo przeżywałam książkę, kiedy tak bardzo współczułam postaciom.
Bohaterzy Canavan żyją, myślą i zachowują się jak prawdziwi ludzie. Nie ma tu schematów, ma się wrażenie, że można ich dotknąć.
Sonei współczułam, bałam się za nią, myślałam o niej. Nie umiałam przewidzieć jej decyzji. Autorka stawiała przed nią nie lada wybory, a ona decydowała jak człowiek z krwi i kości.
Jednak to nie Sonea zajmuje w mojej głowie pierwsze miejsce, a Rothen! Jaki on jest cudowny! Jak ja lubię takie postacie! Mam wrażenie, że sama go wymyśliłam ;P Jest taki jak być powinien, szlachetny, oddany, dobry, inteligentny i nauczyciel z powołania. Mogę o nim czytać i czytać!
A jego przyjaciel Dannyl jest niesamowitym uzupełnieniem Rothena. Dodaje mu wesołości, radości, ciekawości i nutkę nieposłuszeństwa. Razem stanowią wyborne towarzystwo.

 „- Chyba rozumiem, dlaczego Ezrille tak rozpaczliwie szuka ci żony, Dannylu.
Jego przyjaciel jak zwykle skrzywił się na te słowa.
- Jestem za młody na ożenek.
- Bzdura - odparował Rothen. - Po prostu nie masz miejsca na żonę.”

Kocham ich!

I im wszystkim dodaje niepowtarzalnego smaczku Wilki Mistrz Akkarin. Intryguje, przemyka się przez całą książkę gdzieś w tle, cicho i niezauważalnie, ale przy tym bez niego ta książka nie byłaby już tak świetna.

I jeszcze coś! Rozmowy za pomocą myśli! Rzecz, której dziko zazdroszczę bohaterom. Najbardziej mnie poraził sposób, w jaki Trudi opisała to zjawisko, jak pokazała czytelnikowi ludzki umysł i wejście do niego. Nigdy bym nie wpadła na coś takiego.

Zachwycając się „Gildią magów”, nie wyobrażam sobie, by nie przeczytać kolejnych tomów, jednak na ebook brak mi już sił, dodałam je więc do ‘koszyka’ na Selkar’u (moje ostatnie odkrycie, kocham tę stronę, a dokładnie ceny na tej stronie:) i teraz czekam na listonoszkę… Nie umiem czekać -.-

19 komentarzy:

  1. Bardzo entuzjastyczna recenzja. Niedługo okaże się, czy Twój entuzjazm zaraża:)
    Zaciekawiła mnie inna rzecz - zobaczyłam wśród Twoich letnio-jesiennych nowości Zafona. Nie wiedziałam... To kolejna książka dla młodzieży, która została napisana już dawno czy coś zupełnie świeżego? Wiesz coś?

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ario, dlaczego mi to robisz? I tak jestem ciężko sfrustrowana ilością książek, jakie czekają na przeczytanie, a Ty dokładasz kolejne :P
    Ale słowo się rzekło - spróbuję się zaprzyjaźnić z panią Canavan. Nie mogłabym inaczej, patrząc ile radości płynie z Twojej recenzji (: A jeśli jeszcze postaci są ciekawe... Przełknęłabym nawet słabszą fabułę, jeżeli ludziska byłyby tego warte :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Inez, sama nigdy nie myślałam, że Canavan tak bardzo mnie zafascynuje ;) Jestem zaskoczona. I cały dzień spędziłam miętoląc w myślach ostatnią scenę z książki.

    Co do Zafona, to niestety nie jest to nowość. To jego powieść, którą napisał wieki temu, i jest dla młodzieży. Ale dobre i to. Choć szkoda mi, że nic nowego nie pisze. A może pisze, tylko my o tym nic nie wiemy ;)

    Pozdrawiam cieplutko ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mirando! Moja kochana! Lecę, wsiadam w pociąg i jadę, by Cię uściskać! Tak! Czytaj Trudi! Ona jest cudowna!
    Ach, te jej postaci. Są takie żywe, jakbym poznała nowych przyjaciół ^^ Kocham tę pisarkę, choć przeczytałam tylko jedną jej książkę ;)

    Cieplutko, słonecznie, uśmiechowo pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam to uczucie, kiedy książka na mnie poluje, oj znam... U mnie myśliwym było "Imię wiatru" i skończyło się na takich samych zachwytach, jak Twoje panią Canavan.;)

    Co do "Gildii magów" to nasze odczucia są zupełnie różne. Mi się zupełnie nie podobała, za to tom drugi czytałam z przyjemnością, a trzeci z wypiekami na twarzy i nawet się wzruszyłam w pewnym momencie.;) Ciekawe, jak Ty odbierzesz kolejne, skoro już pierwszy Cię zachwyca.:)

    Dzięki bogom za portal Lubimyczytać.pl, inaczej nigdy bym tu nie trafiła.:) A Twój blog spodobał mi się od pierwszego wejrzenia i będę tu zaglądać regularnie.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. No, no całkiem ciekawe. Co do współczucia dla bohaterów to ja cały czas czuje to po przeczytaniu "Cienia wiatru" Szczegółnie jeżeli chodzi o Nurię Monfort.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trylogię Czarnego Maga mam już dawno za sobą i całkowicie zgadzam się co do Twojej recenzji na temat pierwszego tomu. :) Książka ta jest niesamowita i choć mnie tak nie prześladowała, zabrałam się za nią jak tylko znalazłam taką okazję. To była miłość od pierwszego wejrzenia, takie odnoszę wrażenie. A pozostałe części... są dwa razy lepsze od Gildii Magów, więc jeżeli ta Ci się spodobała, myślę, że kolejne pokochasz jeszcze bardziej. Ciekawa jestem Twojej opinii na ich temat. Mogłabym dodać Twojego bloga do linek? Chętnie będę go przeglądać. :)
    P.S - Dodam, że moją najukochańszą postacią z całej trylogii jest, był i będzie Akkarin.
    Pozdrawiam, Lenalee.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moreni, witaj! Jak widzisz, Twój blog także bardzo mi się spodobał ;)

    'Imie wiatru'... Intrygująca nazwa ^^

    A co do Canavan... To będzie jeszcze lepiej? Może być lepiej? Och! Jaka ja jestem szczęśliwa! xD

    Pozdrawiam serdecznie! Zapraszam ponownie i sama z pewnością do Ciebie zajrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szasto, sięgniesz po Canavan? ;) Bo pamiętaj, kto Cię do Zafona namówił ;P

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo prawdopodobne że tak, ale wcześniej mam jeszcze wiele książek do przeczytania. Sam Zafon się domaga o nadrobienie zaległości . :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lenalee, witaj ;)

    Ach, kolejna osoba, która mi mówi, że dalsze części są jeszcze lepsze! Czuję się upita szczęściem.
    Oczywiście, że poznasz moje zdanie na ich temat, bo nie omieszkam je szybciutko zrecenzować ^^

    Jasne, że możesz dodać mnie do linków, nie trzeba się pytać ;) Ja Twój blog też już dodałam ;)

    Pozdrawiam słonecznie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Szasto, Zafonek na jesieni znów nas ucieszy nową książeczką ;) więc śpisz się, śpiesz ;) A swoją drogą marzy mi się ekranizacja jego książek...

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiesz, też mogę powiedzieć, że ta książka na mnie poluje. Ale na razie się bronię. Teraz znowu na mnie napada (i to w postaci bardzo entuzjastycznej recenzji), a ja dalej nie jestem przekonana.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ultramaryno, myślę, że na wszystko swój czas ;) Na mnie polowała dobre parę lat i nie poddałam się bez walki. Ale kiedy już wyciągnęłam białą flagę, oddałam się książce bez reszty. I dała mi wiele radości ;) Mam nadzieję, że u Ciebie będzie tak samo :)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Strasznie spodobało mi się, jak opisałaś polowanie na Ciebie przez książkę. Uśmiałam się ^^.
    Do mnie też "Gildia magów" nie przemawiała. Ale to dlatego, że okładka mnie nie zachwyciła w nawet najmniejszym stopniu. Chociaż teraz chętnie przeczytam ^^.

    OdpowiedzUsuń
  16. Moja droga Ario ;) Cieszy fakt, że i tobie spodobała się proza Trudi. Co z tego, że nie jest to żaden napuszony Pamuk, ani Tołstoj? I że tłumaczenie pozostawia wiele do życzenia? Trylogie Trudi czyta się wspaniale, pobudza do żywej reakcji, nie wiem jak ty, ale kiedy bohaterowie tej książki się śmiali, śmiałam się i ja, kiedy płakali, także i ja przechodziłam dół emocjonalny... A już na pewno wkurzałam się średnio 10 tyś razy w ciągu jednego rozdziału. Rzadko która książka oddziałuje na czytelnika tak mocno, a to samo w sobie jest wielką zaletą. Moim skromnym zdaniem chłam który zalewa księgarnie, te wszystkie wampiriady i pamiętniki seryjnych morderców, do pięt nie dorasta prozie tej australijskiej pisarki. Nie przeraża również objętość tych trzech, a nawet 4 z tego co wiem, tomów, bowiem po przeczytaniu - miałam wielki żal do pisarki, że "to już koniec". No cóż. Ale w końcu to my jesteśmy prawdziwą-jedyną krytyką pisarzy i ich dzieł, to nasze reakcje się liczą. :)
    Dzięki za miłe słowa na portalu... Już odblokowałam stronę, to nie był za dobry pomysł. Zasypały mnie maile o wiele bardziej zrozpaczone niż twoje słowa.

    Pozdrawiam zatem cieplutko i wielki ode mnie plus za sympatię dla Trudi :) Masz pojęcie, że Ona gromadzi wszystkie obcojęzyczne wydania swoich książek. Na swojej stronie pisała o wydaniu polskim, była nim zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Alino, Gildia z początku wydaje się niepozorna. Ot kolejna książka fantasy, tyle ich już jest. Ale ma coś w sobie, coś, co sprawia, że ożywa i bardzo wyróżnia się na tle innych książek. Myślę, że cały sekret polega na tym, że sama Trudi czuła tę książkę, kiedy pisała. Pisała spontanicznie i pozwalała postaciom samym decydować.

    OdpowiedzUsuń
  18. Brabaro, właśnie tak, wszystkie emocje bohaterów odczuwa się w sobie. Niesamowicie to napisała. Czuję, jakbym przeżyła wszystko, co działo się w tej książce.
    Trudi jest wielka, co z tego, że to fantasy? Jest tak piękna! Chciałabym ją czytać i czytać. Czułam się bezpiecznie w tym świecie.

    łał, zbiera wszystkie wydania? super ;) Też bym zbierała, gdybym coś wydała ;P

    W takim razie lecę do Ciebie komentować ;P

    OdpowiedzUsuń
  19. Zaobaczymy, zobaczymy.. Może przeczytam. Jeśli chodzi o tego typu książki fantasy, to mam jeszcze przed sobą połowę cyklu Ziemiomorze. Moze poźniej...

    OdpowiedzUsuń