wtorek, 30 listopada 2010

Książę Mgły – Carlos Ruiz Zafón


Dla mnie Zafón jest mistrzem obrazów. Jego powieści nie czyta się, je się widzi. Widzi się zakurzony cmentarz książek, mężczyznę piszącego na maszynce bez opamiętania, dziewczynkę wyłaniającą się z mgły na rowerze i ogród pełen pomników… Te obrazy, jakkolwiek są nieuchwytne, zostają w pamięci na zawsze. Można zapomnieć główny wątek, ale one zostaną. Nie bohaterzy, nie przesłanie, nie miejsce akcji, a właśnie obrazy. Krótkie, nieuchwytne sceny, przepełnione magią rzeczywistą, czyli taką, która ma miejsce w naszym racjonalnym życiu.

A i tytuły książek Zafóna są tak samo nierzeczywiste. Bo czy wiatr ma cień? A czy anioł może prowadzić grę? I Marina – dziewczynka tak nierzeczywista jak mgła, z której się wyłoniła jadąc na rowerze. I Książę, który jest panem czegoś niemal niematerialnego. Bo czy można rządzić mgłą? Można. I o tym chcę Wam dziś opowiedzieć.

Rozbijasz kamieniem starą kłódkę i wchodzisz do opustoszałego ogrodu. Chwasty zarosły wszystko, co niegdyś pieszczotliwie pielęgnował pilny ogrodnik. Mgła wypełnia ogród niczym oddech, a w niej widzisz posągi. Martwe, nieporuszone posągi cyrkowców. Klown, miotacz noży, kobieta guma. Tak ekspresywna sztuka zaklęta w kamienny bezruch zdaje się niemal szyderstwem. Ale… Chwila! Czy… Czy ten klown się poruszył?

sobota, 27 listopada 2010

Tancerka Degasa – Kathryn Wagner


„Wyobraźcie sobie, że kreski, które rysuje, zmuszają mnie do tańca (…). Niemal widzę, jak jego ręka wędruje w górę kartki, a ja w tym samym momencie czuję skurcz w nodze i wyobrażam sobie, że najmniejszy ruch jego nadgarstka przyniesie mi ulgę.”
(„Tancerka Degasa” Kathryn Wagner)

Tymi słowami Kathryn Wagner, młoda amerykańska pisarka, zaczyna snuć swoją opowieść. Otwiera przed czytelnikiem magiczny świat sztuki i pokazuje go nie jako wynik końcowy, którym możemy zachwycać się w muzeum, a od kuchni, od momentu, w którym wszystko się zaczyna…

Alexandrie pochodzi z biednej rodziny. Nie tylko z biednej, ale i z zadłużonej, co stawia ją w niekorzystnej sytuacji, jako kandydatkę na żonę. Jednak mała dziewczynka ma nieco inny cel w życiu – kocha taniec i nie zaspokaja ją tylko miłość do niego. Pragnie być najlepsza, zostać primabaleriną i podbić serca Paryżan. Ma w sobie tyle zaparcia, że, by wciąż pobierać lekcje, sprząta w szkole baletowej zamiast płacić pieniądze za naukę.

poniedziałek, 22 listopada 2010

Amerykańscy bogowie – Neil Gaiman



Otworem stoją bramy nasze, niestrzeżone,
Do środka wpada przez nie zbity tłum,
Ludzi znad Wołgi, ze stepów, znad Donu,
Ludów z Hoang-Ho głosów słychać szum,
Malaje i Celtowie, i Teutoni,
Starego Świata opuszczają brzeg,
Przynoszą z sobą wiarę z obcych błoni,
Bogów, obrzędy, pasji dziwnych bieg,
Nasze ulice obce słyszą głosy,
Obce języki strachem jeżą włosy.
Głosy, co rodem z Wieży Babel są.

( Thomas Bailey Aldrich, “Niestrzeżone bramy”, 1882)




Na sam dźwięk nazwiska „Gaiman” mam ciarki, bo nigdy nie wiem, czym ten pisarz może zaskoczyć. Zanim sięgnęłam po „Amerykańskich bogów”, przeszłam przez „Gwiezdny pył”. „Nigdziebądź” i „Koralinę”, a Bogowie sobie leżeli i czekali… A gdy zaczęłam czytać tę książkę, wystraszyłam się, że przeczytam ją za szybko. Kocham tę powieść i chcę przeczytać ją po raz drugi, trzeci, czwarty…

czwartek, 18 listopada 2010

Lustrzane odbicie – Audrey Niffenegger


Wierzycie w duchy? W to, że po śmierci dusza nie odchodzi do nieba czy piekła, tylko snuje się po ziemi? W poruszające się ołówki, spadające książki, odgłosy kroków i zimny powiew? O duchach często opowiada się na biwaku, snuje się straszną opowieść, gdy wszyscy siedzą otuleni śpiworami i kocami. Bo pierwszym skojarzeniem z duchami jest strach. Niffenegger także napisała książkę o duchu, tylko u niej on nie wywołuje strachu. Stworzyła powieść o zjawiskach paranormalnych, które opisała w tak rzeczywisty sposób, że po przeczytaniu książki jestem gotowa traktować zjawy na porządku dziennym.

„Elspeth miała wrażenie, że znalazła się na progu przełomu. Od jakiegoś czasu bardzo poważnie zastanawiała się nad straszeniem. Istnieje pewna równowaga między jego estetyczną i praktyczną stroną.”*

„Lustrzane odbicie” skupia w sobie kilka historii. Historii ludzi, duchów i zabytków. Trzy mieszkania – trzy piętra. Na samej górze mieszka małżeństwo: Marijke i chory na agorafobię Martin. On zakleja okna gazetami, wciąż coś sprząta i poświęca godziny na prysznic, a ona kocha go, choć brakuje jej już sił na takie życie.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Sługa Kości – Anne Rice

Nie pamiętałem Jeruzalem. Nie urodziłem się tam. Moja matka została wywieziona jako dziecko przez Nabuchodonozora wraz z całą naszą rodziną i plemieniem, a ja ujrzałem światło dzienne jako Hebrajczyk w Babilonie…”*

Kim jest Azriel nie wie nawet on sam. Duch, anioł, demon. Jest tym wszystkim i każdym z osobna. Kiedyś był śmiertelnikiem, pragnął uratować swój lud, poświęcił siebie, lecz tego nie wystarczyło. Musiał zostać Sługą Kości.

Istotę Sługi Kości nie można wytłumaczyć w kilku zdaniach, sam Azriel do końca nie mógł pojąć kim lub czym jest, dlaczego został tym kim jest i czemu ma służyć jego egzystencja. Jego życie rozpoczęło się wieki temu i płynęło przez tysiąclecia pokazując mu upadki i rozkwity wielkich i małych kultur. Teraz Azriel przyszedł do Jonathana, naukowca i pisarza, pragnąc opowiedzieć mu swoja historię.

Początek „Sługi Kości” do złudzenia przypomina „Wywiad wampirem”. Nieśmiertelna istota chce opowiedzieć o swoim wielowiekowym życiu śmiertelnikowi. Dyktafon zostaje włączony, taśma bezszelestnie rejestruje każdy dźwięk i zaczyna się opowieść. W tym miejscu podobieństwo się  kończy. Anne Rice stworzyła powieść, która nie przypomina niczego, co dotychczas zostało napisane. Opowiedziała czytelnikowi o życiu wiecznym w sposób inny, oryginalny i przyciągający.

czwartek, 11 listopada 2010

47 Samuraj - Stephen Hunter


"Stal tnie ciało/ stal tnie kości/ stal nie tnie stali.”*

Granice między państwami dzielą nie tylko na mapie kraje oznaczone innymi kolorami. Stanowią także wyrzeźbione mury pomiędzy mentalnością, kulturą, historią i ludźmi. Jeden krok i jesteś w zupełnie innym świecie, na innej planecie, wśród ludzi, których nigdy nie zrozumiesz, możesz znać ich język, ich przeszłość i teraźniejszość, ich zwyczaje, ale nigdy nie będziesz myśleć tak jak oni. A przecież zrobiłeś tylko jeden krok, przekroczyłeś granicę.

„47 Samuraj” to przede wszystkim historia o mieczu. O ostrzu, które 21 lutego 1945 zabłysło na wojnie między Japończykiem a Amerykaninem, a wiele lat później połączyło przyjaźnią ich synów, którzy szanowali i kochali swoich ojców, a do siebie nawzajem nie żywili niechęci za to, że jeden ojciec zabił drugiego.

„- Wiem tylko, że w czasie walki wszystko się miesza. Nigdy nie wiadomo, kto zrobił co. Oficjalne raporty zwykle dalekie są od prawdy.
- Wiem o tym. Równie dobrze mógł to być odłamek, rykoszet, kula snajpera i tuzin innych rzeczy, ale to nie ma znaczenia. Wiem też, że jeśli rzeczywiście zrobił to pański ojciec, to dlatego, że to był jego obowiązek, że nie miał innego wyjścia, że była wojna.”*

poniedziałek, 8 listopada 2010

Wilken Bracia krwi – Di Toft



Dziś półki w księgarniach uginają się pod ciężarem książek o wilkołakach, wampirach, aniołach i innych cudach nie widach. I to półki przeróżnych działów: młodzieżowych, romansów, fantasy, science-fiction. Jednak mimo owego natłoku istot fantastycznych, Di Toft  udało się zaskoczyć czytelnika, stwarzając coś nowego.

Kto z nas w dzieciństwie nie marzył o własnym zwierzątku? Chyba tylko ten, kto owo zwierzątko posiadał. Trzynastoletni Nat Carver nie miał takiego szczęścia, więc uparcie prosił mamę i dziadków o psa. A gdy już wreszcie udało mu się postawić na swoim, w jego życiu pojawiło się coś do psa podobnego, jednak czy był to pies? Wielkie, puchate, rozczochrane, słowem dziwne. Jednak jeszcze bardziej dziwne stało się wtedy, gdy przy pełni księżyca zmieniło się w chłopca. Wilkołak? Nie do końca.

„Wilken” adresowany jest przede wszystkim do młodzieży i dzieci, jednak zachęcam także dorosłych do sięgnięcia po tę pozycję. Wesoła i ciekawa historia o chłopcu i jego „psie” wciąga od pierwszych stron, nie nuży, a zaskakuje niemal na każdej stronie. Dzięki postaci wilkena książka nie wydaje się być powielaniem tego samego, a odwrotnie, wnosi powiew nowego i świeżego.

sobota, 16 października 2010

Dom tysiąca nocy – Maja Wolny



Podeszłam do tej książki sceptycznie. Nie czytam zbyt często polskiej literatury, a i tematyka nie trafiała w mój gust. Po pierwszej stronie poczułam się zaintrygowana, po drugiej sceptycyzm odszedł w niepamięć, a po trzeciej było tylko piękno liter, wrażliwość autorki, kunszt oraz ból postaci.

wtorek, 12 października 2010

Koralina – Neil Gaiman


„Zdumiewające, jak wiele z tego, czym jesteśmy, łączy się z łóżkami, w których budzimy się rankiem.”*

Dziś opowiem wam bajkę!

Dawno dawno temu, była sobie dziewczynka. I wpadła ona do króliczej nory, a tam zobaczyła nieznane sobie stwory i uśmiechającego się kota z Che… Stop!

A jeżeli to wcale nie było tak dawno temu, a w dobie komputerów i mikrofalówek? A jeżeli dziewczynka wcale nie wpadła do nory, tylko otworzyła stare drzwi we własnym domu? A jeżeli za tymi drzwiami, nie zobaczyła potwora, tylko… własną matkę? A jeżeli… Chwila, a kot jednak był, tylko się nie uśmiechał.

Gdy pada nazwisko Gaiman, więcej mówić nie trzeba. Panie i panowie, nowy Lewis Carroll i paru innych wspaniałych pisarzy w jednym. Ten twórca bierze oklepaną rzecz i zmienia ją tak, że staje się nie do poznania. Bo powiedzcie mi, co było nowego w Koralinie? Przejście do innego świata przez stare drzwi? Wiedźma? Kradzież dusz? A może kot? A, i na tym polega talent Gaimana, kunsztownie przerobił wszystko i stworzył kolejne cudo.

sobota, 9 października 2010

Tłumacz chorób - Jhumpa Lahiri


Nie ma przepisu na bycie emigrantem. Po prostu kupuje się bilet i pakuje walizki, to wszystko. Wyjazd do nowego kraju jest niczym śmierć i ponowne narodziny. Znów uczymy się chodzić, na nowo opanowujemy mówienie, zasady życia, spojrzenie na świat i sposób myślenia. I do całej tej nowości dodajemy to, co mamy w sercu – kulturę naszej ojczyzny.

Jhumpa Lahiri, urodzona w 1967 roku,  jest córką bengalskich emigrantów. Zadebiutowała zbiorem opowiadań „Tłumacz chorób”, który wypełniła niemal namacalną miłością do Indii.

„Tłumacz chorób” składa się z dziewięciu opowiadań, które łączy wątek hinduskich emigrantów, mieszkających w USA. Zdawałoby się, że każde opowiadanie traktuje o podobnych problemach, dotyczących życia w nowym kraju. Niech Was to nie zmyli. Każde z dziewięciu opowiadań jest wyjątkowe, oryginalne i wyróżnia się w swój jedyny i niepowtarzalny sposób. Dziewięć historii, których bohaterowie są różni, mimo że ich życie rozpoczęło się w tym samym kraju i naznaczone zostało emigracją do USA. 

sobota, 2 października 2010

Miasto w przestworzach – Greg Keyes

Nie oceniaj książki po okładce, mówi stare dobre przysłowie. Ale jak to uczynić, kiedy okładka jest taka piękna, a jedno spojrzenie na nią porywa myśli i już wiedzie je do historii opisanej w środku? Zawsze będę zdania, że wygląd książki także ma znaczenie, bo miłość od pierwszego wejrzenia również ma miejsce między półkami księgarń i bibliotek. W Rosji jest takie powiedzenie: „spotykamy ubranie, odprowadzamy rozum”. Podobnie bywa i z książkami.

W grze komputerowej to my jesteśmy panami i władcami. Twórcy nie są pisarzami, którzy kształtują swoje książki sami bez pomocy czytelnika, tu my także mamy swój wkład, współtworzymy, decydujemy, gramy. A co, jeżeli na podstawie gry stworzyć książkę? Co jeżeli wpleść w chłodny świat komputera literacką treść?

Tak właśnie powstało „Miasto w przestworzach”. Książka jest rozwinięciem historii z gry komputerowej z cyklu „Elder Scrolls”. Pewnie myślicie, że została napisana tylko i wyłącznie dla tych, którzy w ową grę grali. Nic podobnego, i ja jestem najlepszym tego przykładem. Gry komputerowe są mi tak obce, jak Alasce Afryka, a mimo to spędziłam nad lekturą „Miasta…” kilka miłych chwil.

środa, 29 września 2010

Chłopaki Anansiego – Neil Gaiman


Anansi to jedno z ważniejszych bóstw w panteonie afrykańskim. Słynie ze swojej miłości do psikusów. Istnieje legenda o tym, jak Anansi został władcą wszystkich opowieści.  Legenda ciekawa i zaskakująca. Jednak… Ja wam jej nie opowiem. Niech to zrobi za mnie Gaiman!

Pan Neil dokonał niemożliwego. O tak, dokonał cudu. Bo tylko cud mógł sprawić, bym sięgnęła po książkę, opowiadającą o pająkach. A jednak, skusiłam się i… Nie pożałowałam.

Charlie nigdy nie lubił swojego ojca, tata irytował go i nie rozumiał. Chłopcowi wydawało się, że robi on wszystko, by tylko ośmieszyć syna. Więc gdy tylko dorósł, zwiał jak najdalej od domu rodzinnego.
Mijały lata. Lata spokojnego życia. Aż przyszedł dzień, kiedy ojciec Charliego umarł. Koniec psikusów? Nie… Po pogrzebie chłopak dowiedział się, że jego ojciec nie był zwykłym człowiekiem. Był bogiem. Co więcej, miał dwóch synów, a nie jednego.

niedziela, 19 września 2010

Nigdziebądź - Neil Gaiman


Alicja pobiegła za białym królikiem i trafiła do Krainy Czarów. Richard Mayhew zaopiekował się ranną dziewczyną na ulicy i także tam trafił. I muszę Wam powiedzieć, że Kraina Czarów, która powstała półtora wieku temu, nie zmieniła się bardzo. Może tylko troszkę wydoroślała i zrobiła się bardziej przerażająca. A pisarz zmienił nazwisko z Carroll na Gaiman.

Zupełnie przeciętny mężczyzna Richard Mayhew prowadzi całkowicie przeciętne życie i pracuje w absolutnie przeciętnym biurze. Idąc na kolację wraz ze swoją narzeczoną (mniej przeciętną, bardziej wredną, wymagającą i upartą), widzi leżącą na ulicy dziewczynę (zupełnie nieprzeciętną). Odkrywając, że jest ranna, rezygnuje z kolacji i śpieszy nieznajomej na pomoc. Po tym już nic nie jest takie same. Richard odkrywa świat istniejący pod ulicami Londynu, o którym większość ludzi nie wie. Świat, w którym słowo staje się prawdziwą siłą. Świat, gdzie można trafić jedynie otwierając drzwi. Świat niebezpieczny, gdzie mieszkają święci i potwory, mordercy i aniołowie.

sobota, 18 września 2010

Tańcz, tańcz, tańcz – Haruki Murakami



„Ciemność bez względu na powód swojego istnienia, jest straszna i przerażająca. Pochłania człowieka dokładnie, wykrzywia jego istnienie, rozrywa i niweczy” * 

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że zatrzymujesz się na noc w luksusowym hotelu, którego standardy dawno przekroczyły poziom pięciu gwiazdek. Wchodzisz do windy, jedziesz na szesnaste piętro i… Robisz krok w nieprzeniknioną ciemność pachnącą pleśnią. Gdzie podziało się nawilżone powietrze? Gdzie jest światło awaryjne? Gdzie miękki dywan pod stopami? Pozostała tylko ciemność. Ogromna, gęsta, nieprzenikniona.

Murakami zaczyna swoją powieść. Dwa-trzy zdania i już zmienia się wszystko wokół. Haruki rozstawia pionki na planszy, lekko szkicuje tło, puszcza delikatną melodię i opowiada… A my siadamy tuż przy nim i zasłuchani chwytamy każde słowo.
Takie są jego książki. Magia i harmonia opanowuje od pierwszej chwili.  I nie puszczają długo po przeczytaniu. Murakami, jeden z moich ukochanych pisarzy, napisał powieść, która od pierwszych stron stała się jedną z moich ulubionych.

wtorek, 14 września 2010

O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu - Haruki Murakami


O czym mówisz, gdy mówisz o tym, co kochasz? Czy potrafisz ideologię swojego hobby nałożyć na swoje życie? Albo swoje życie podporządkować schematowi swojego ulubionego zajęcia? Czy potrafisz znaleźć filozofię w podnoszeniu ciężarów? Czy umiesz dostrzec głębie biegania?

Murakami umie. On umie wszystko, ponieważ on widzi świat zupełnie inaczej niż my. On dostrzega cienie, ludzi w skórze owiec, jednorożce i mówiące żaby. Człowiek-czarodziej, dla którego wszystko jest możliwe. Czarodziej-pisarz, który magią podzielił się z nami.

Haruki Murakami – najsłynniejszy współczesny japoński pisarz. Wnuk buddyjskiego duchownego i syn filologa. Zwlekał wiele lat zanim ujawnił ludziom swoją pasję w postaci  cieniutkiej książeczki. Choć pasja ta wygląda bardziej jak mała religia pisarza. Właśnie tak religia, gdyż Murakami traktuję bieg niczym bardzo ważną medytację niezbędną dla codziennej czystości duchowej. Stawia pisarstwo i bieganie tuż obok siebie, twierdząc, że pisarstwo także jest bardzo trudną pracą, gdyż pisząc autor wciąż się porusza po swoim umyślę.

poniedziałek, 13 września 2010

Biały statek - Czingis Ajtmatow


Gdy wypowiadam imię Czyngisa Ajtmatowa, z czym się wam kojarzy? Z Kirgizją, z Rosją, z wioską, z bajką, czy z niczym? Jego książki są specyficzne, jednak czytając jego biografię, ciężko sobie wyobrazić, by były inne.

Urodził się w 1928. Dzieciństwo spędził z babcią, dzięki czemu jego pierwsze spojrzenie na świat zostało ukształtowane przez kirgiską wieś. W domu mówiło się w dwóch językach, po rosyjsku i kirgisku. Taka też jest i twórczość Ajtmatowa, tworzył dla obu kultur. Przeżył długie życie, napisał powieści chwytające za serce i zarazem tworzące wrażenie bajki. Zmarł dwa lata temu, w 2008 roku.

Pisarze nie umierają, żyją nadal w swoich książkach. A książki są jawną lub ukrytą autobiografią twórcy.

„Biały statek” to książka łącząca prawdziwość życia z liryczną bajkowością. Akcja ma miejsce w górach, w małej osadzie, gdzie mieszkają jedynie trzy rodziny. Siedmioletni chłopczyk wychowuje się wśród dorosłych. Porzucony przez matkę i ojca, został oddany pod opiekę swojemu dziadkowi Momunowi – mężczyźnie pokornemu, spokojnemu i o słabym charakterze. Jednak jest coś, co dziadek potrafi robić tak dobrze, jak nikt inny. Opowiada wnukowi cudowne bajki…

wtorek, 7 września 2010

Gwiezdny pył - Neil Gaiman

Czy jest ktoś na sali, kto nie wie, kim jest Neil Gaiman? A czy jest ktoś, kto jego książek jeszcze nie czytał? No właśnie. Do niedawna w odpowiedzi na drugie pytanie, podniosłabym rękę.
Nie czytałam jego książek, choć miałam taki zamiar od lat. Szczególnie po filmie „Gwiezdny pył” miałam ochotę zapoznać się z pierwowzorem. I po przeczytaniu świetnej recenzji Pawła już nie mogłam się oprzeć.

Od razu uprzedzam, że nie zamierzam porównywać książki do filmu. Powiem tylko, że jeżeli obejrzeliście już ekranizację, to nie bójcie się, że książka was nie zaskoczy.

Każdy z nas lubi bajki, ponieważ to właśnie one niosą ze sobą wspomnienia dzieciństwa – dla większości okresu beztroskiej radości. Gaiman bierze te bajki i spisuje je na nowo dopasowując do naszej dorosłości. Gotyckie fantasy – tak właśnie nazywają jego literaturę.  Neil pisze świetnie, ale gdybym miała malutką córeczkę, nie pozwoliłabym jej czytać jego książek.

sobota, 4 września 2010

Wielki Mistrz - Trudi Canavan


Napisanie recenzji trzeciego tomu trylogii jest niemal awykonalne, gdy bierze się pod uwagę osoby, które nie przeczytały jeszcze ani jednej książki z cyklu, a recenzję czytać będą. Łatwo bowiem zdradzić fakty, które sprawią, że czytanie pierwszej czy drugiej części trylogii „Czarnego Maga”, zostanie pozbawione jakiegokolwiek zaskoczenia.
Dlatego też podzieliłam recenzję na dwie części – dla tych którzy trylogii nie przeczytali i dla tych, którzy lekturę „Wielkiego Mistrza” mają już za sobą.

Tym, którzy nie czytali jeszcze książek Trudi, mogę powiedzieć jedno - warto! Warto, ponieważ te trzy książki („Gildia magów", „Nowicjuszka”, „Wielki Mistrz”) stanowią nierozerwalną całość, napisaną w sposób żywy i wciągający, mimo wszystko wręcz oryginalny. Postacie ożywają z łatwością w naszym umyśle. A jedna część jest lepsza od drugiej, choć każda niesie ze sobą coś innego i do końca ciężko mi określić, która była najlepsza.

środa, 1 września 2010

Nowicjuszka – Trudi Canavan


Kiedy bierzesz do ręki książkę fantasy opowiadającą o magii, czarodziejach w szatach i złodziejach, możesz uderzyć głową w mur, bo pod ciekawą opowieścią o szkole magii, jej uczniach i nauczycielach, przeczytasz o tolerancji, służbie zdrowia i różnych kulturach naszego współczesnego kraju. „Nowicjuszka” Trudi Canavan jest książką o naprawdę poważnych problemach dotyczących ludzkiej psychologii, wyboru być sobą czy takim jak inni, tolerancji i nietolerancji, lekarzy, których usługi są szalenie drogie. A przez to książka ta zmusza do wielu przemyśleń. Canavan dając nam przepyszne ciasteczko w postaci „Gildii magów”, zaskoczyła nadzieniem „Nowicjuszki”. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że okaże się to tak poważna książka. Zaskoczyła mnie i wbiła w ziemię.

Akcja rozdziela się na kilka wątków. Jeden traktuje o Sonei robiącej pierwsze kroki w nowej szkole, drugi o Ambasadorze Dannylu, trzeci o Lorlenie – Administratorze Gildii. Sonea zaczęła nowe życie w Gildii Magów. Złożyła przysięgę nowicjuszy i zaczęła uczęszczać na zajęcia. Haczyk polega na tym, że była pierwszą uczennicą, która nie miała szlacheckiego pochodzenia, lecz urodziła się w slumsach.
Czytając o Sonei z początku wzdychałam ze zrozumieniem. Prawda jest taka, że przeżyłam to samo, co ona, będąc w szkole. Różnica polega na tym, że ona urodziła się w innej warstwie społecznej, a ja w innym kraju. Wiem doskonale jak to jest być zupełnie innym od reszty. Wiem też, że wystarczy tylko jedna osoba, która cię nienawidzi, by znienawidzili cię wszyscy. Człowiek to stadne zwierze i pójdzie za silnym przywódcą bez  sprzeciwu. A dzieci często potrafią być okrutniejsze niż dorośli. Jednak jeżeli chodzi o dręczyciela Sonei, Regina, wydaje mi się, że musi tu chodzić o coś więcej, niż tylko pochodzenie Sonei. Jego nienawiść musiała żywić się czymś jeszcze, inaczej bowiem staje się on postacią płytką i przekoloryzowaną.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Wywiad z wampirem - Anne Rice


„Nasze wieczne życie jest dla nas zupełnie bezużyteczne, jeśli nie dostrzegamy piękna, które nas otacza – dzieła rąk ludzi śmiertelnych.”
("Wywiad z wampirem" - Anne Rice)
Kiedyś uwielbiałam wampiry i wcale się z tym nie kryłam. Z początku przerażały mnie i kojarzyły się jedynie z Draculą. A potem obejrzałam film „Wywiad z wampirem” i zakochałam się w nim, w całości, w pomyśle, w pojedynczych scenach i postaciach. To było kiedyś.

Dziś należy uważać, gdy chcesz powiedzieć, że lubisz wampiry. Ba! Publicznie w ogóle tego nie należy mówić, bo rzucą się na ciebie chmary różowych nastolat (choć ostatnio z przerażeniem odkrywam, że nie tylko nastolaty tracą głowę dla Edwarda…) i obrzucą tysiącem pytań na temat Meyer, Edwarda, Belli i innych. Jednak rzesze fanów sagi Zmierzchu chyba nie zdają sobie sprawy, że czytają o podróbkach, a nie o wampirach. Bo prawdziwe wampiry nie są posmarowane brokatem, nie łażą sobie pod słońcem, nie mają domu z ogromnymi oknami i nie olewają czosnku i krzyżyków. Odbicia w lustrze też nie mają. A u Meyer… No cóż, u Meyer nie ma wampirów. Są super piękni nieśmiertelni, którzy iskrzą się, lśnią i mają kły. Na myśl  przychodzi mi tylko jedno określenie – wróżki zębuszki. W tym momencie pojawia się złośliwe pytanie, a czemu Meyer nie dała swoim „wampirkom” skrzydełek? Edward z przezroczystymi skrzydełkami wyglądałby jeszcze bardziej pociągająco, a na rynku sztuczne skrzydła sprzedawałyby się z zawrotną prędkością. Dobra! Już nie kpię! Bo w końcu naprawdę mnie spalą na stosie… ;)

niedziela, 15 sierpnia 2010

Zmierzch - Stephenie Meyer

Tak, tak, właśnie o tym dziś będzie. O Meyer, która podbiła serca różowych nastolatek. Czasem sięgam po książki, które robią na rynku wielkie bum!. Harry Potter, Brown, Meyer. Zwykle jest to badziewie. I czasem się zastanawiam, czy nie robię sobie za wielkiej krzywdy tą chęcią posiadania wiedzy „co świat teraz czyta”. Oszczędzę sobie recenzji czterech tomów, rzucę na talerzyk tylko pierwszy. Mam nadzieję, że różowe nastolaty nie spalą mnie na stosie.

sobota, 14 sierpnia 2010

Gildia magów – Trudi Canavan


 
Chyba każdy z nas, osób kochających książki, zna uczucie polowania na książkę. Jest coś, co chcemy przeczytać, ale albo jest za drogie, albo nie ma w księgarniach, albo setki innych powodów. Czekamy więc na tę książkę, na okazję kupna lub przeczytania. A zdarzyło wam się kiedyś, by to książka polowała na was? Mi się zdarzyło…

Parę lat temu zderzyłam się twarzą w twarz  z „Gildią magów” w empiku. Nie dość, że omal nie przewróciłam półki, to jeszcze rzuciła się na mnie książka! Znam siebie i swój gust, więc okładka powinna mi się wydać kiczowata. Ale nic z tych rzeczy! Spodobała mi się! Spojrzałam na nazwisko autora – Trudi Canavan – ładne, pomyślałam, bardzo ładne. Przeczytałam opis książki i… Odłożyłam na półkę. Człowiek-student, to biedny człowiek. Wtedy jeszcze nie zasmakowałam uroków samodzielnej pracy, więc chodziłam na pielgrzymkę do biblioteki. Ale nawet gdybym pieniądze miała, nie kupiłabym tej książki. Bajka? Fantasy? Dajcie spokój!

wtorek, 10 sierpnia 2010

Księżyc nad San Andres – Alberto Manzi



Niesamowicie obrazowa opowieść o niewolnictwie w Ameryce Łacińskiej. Z Alberto Manzi spotkałam się po raz pierwszy i zaczynając czytać, szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam się po tej książce niczego. Jednak po pierwszym akapicie całym mój pokój zalała magia. I nie sposób było się oderwać od tej książki, nim się ją nie skończyło.

Pokazuje świat zupełnie inny, niż ten, który mamy. A i niewolnictwo jest tu zobrazowane w innym świetle. Jest to historia o rozwoju myśli człowieka. O tym jak umysł ludzki powoli dorasta do powiedzenia sobie, że pragnie szacunku.

Porusza też pokora ludzi. Sposób, w jaki przejmują swój los, zdziwiłby nie jednego z nas. Wiecznie narzekamy na swoje życie, choć zawsze na stole mamy jedzenie, na nogach obuwie, a nasze łóżka są mięciutkie. Ci ludzie nie mieli dosłownie nic, a mimo to akceptowali swoje życie. Akceptowali nawet swoją śmierć, czekali na nią i cieszyli się umierając.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Czwartki pani Julii – Piero Chiara


Wiele jest książek o kawie, o jej rodzajach, sposobach parzenia i różnych ciekawych przepisach. A są książki, w których kawa nie jest wspomniana ani razu, a mimo to książki te kawą pachną. Do tych książek zalicza się „Czwartki pani Julii”.


Włoski kryminał o dość zaskakującym zakończeniu. Trafiłam na tę książkę zupełnie przez przypadek. Po prostu pewnego dnia nagle uświadomiłam sobie, że prócz Umberto Eco nie czytałam nic z literatury włoskiej. Skandal, nieprawdaż? Nie wiem czemu, ale w mojej świadomości włoscy autorzy są mistrzami tworzenia atmosfery. Skąd mi się takie przeświadczenie wzięło, nie mam pojęcia. W każdym razie przekopałam pół internetu, spałaszowałam blogi, mające zakładkę 'literatura włoska' i wyruszyłam do biblioteki z ogromną listą włoskich autorów, którzy mnie zaintrygowali. Jakież było moje zdziwienie, gdy na miejscu okazało się, że nie mają ani jednego dzieła! Jednak są ludzie wspaniali, są jeszcze lepsi, a tuż nad nimi jest moja pani bibliotekarka. Która w przeciągu dwóch minut nazbierała mi pokaźny stosik włoskiej literatury, śmiejąc się pod nosem, że wymyśliłam sobie włoski sierpień.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Zaginiony symbol – Dan Brown

Browna lubią i nienawidzą. Jedni uważają, że jego książki są bezcenne, inni palą je na stosach. Popularność idzie równio ze skandalem. Ot cały sekret popularności Browna. Nie on pierwszy porusza pewne tematy i nie on ostatni.

Ja nie należę do zwolenników Browna, ani do jego wielkich fanów. Całkowita negacja, tak samo jak i bezwarunkowy zachwyt są objawem braku inteligencji. Coś tam dobrego się znajdzie, choć zwykle minusy u Browna w pełni zakrywają sobą malutnie plusiki.
Z Brownem zetknęłam się dwukrotnie. Nie miałam zamiaru go czytać, nie czytuję powieści sensacyjnej (tak, tak, Brown pisze sensacje, nie kryminały), ale „Kod...” po postu mi wciśnięto. Przeczytałam… Jeżeli kogoś to interesuję, mogę podrzucić link do recenzji.

Po „Zaginiony symbol” sięgnęłam sama. Czemu? Ponieważ na temat swojej książki Brown wybrał masonów. Magiczne słowo w moim słowniku, słysząc które nie umiem odwrócić się i odejść. (Swoją drogą jestem bardzo ciekawa, co Wy myślicie o masonerii. Jakie macie zdanie na ten temat. Czy w ogóle słyszeliście o niej i czy znacie jej główne założenia? Miło by było poznać Wasze zdanie.)

piątek, 30 lipca 2010

Zapasy z życiem - Eric-Emmanuel Schmitt

Zapewne za chwilę posypią się na mnie oburzone głosy, ale… Nie darzę szczególnymi względami Schmitta. Jakoś dla mnie Coelho i Schmitt to jedna wataha, która tworzy swe książki bazując na rzeczach dość oczywistych. Jedni nazywają to filozofią dla ubogich, a inni filozofia dla kobiet. Zbiór złotych myśli, ot co. Dla lubiących tego typu rzeczy poleciłabym raczej "Małego Księcia".

Ależ, ależ! Zacznijmy od tego, że Schmitta ja nie neguję. Po Coelho mam niestrawność, ale Erica czytać mogę. Od czasu do czasu. Możliwe, że gdybym miała teraz z 13-15 lat, byłabym zachwycona tymi autorami. Ale w wieku 22 lat mam wystarczające pojęcie o życiu i Schmitt nie nadaje się dla mnie na nauczyciela czy doradcę. Zbyt przewidywalne są jego książki.

"Zapasy z życiem" to cieniutka, jedno-wieczorowa książeczka. Ot zaledwie 70 stron. Zaczęłam i nawet nie zauważyłam, kiedy skończyłam.

wtorek, 27 lipca 2010

Portret Doriana Graya – Oscar Wilde

Z Panem Wildem spotkałam się po raz pierwszy jakieś 14 lat temu. Będąc jeszcze dzieckiem, czytałam jego bajki, i wtedy to zaczynałam rozumieć, że świat można tłumaczyć różnie, można przyziemnie, jak dorośli, a można pięknie, jak to robił Wilde.

„Portret Doriana Graya”… W sumie nawet nie wiem, czemu przeczytałam tę książkę dopiero teraz. Możliwe dlatego, że przeraził mnie film i pragnęłam się dowiedzieć, czy powieść napisana pod koniec XIX wieku także mnie przerazi. Nie przeraziła. Zachwyciła wręcz. I dała do myślenia.

To jedna z tych książek, która na pierwszy rzut oka nie jest tylko pustym zbiorem złotych myśli (a na pisanie temu podobnych książek jest teraz wielka moda), jednak błyskotliwość języka i kunszt dialogów sprawiają, że książkę się odkłada i myśli się. Myśli, myśli…

„- Pewność jest fatalna. Niepewność czaruje. Mgła nadaje rzeczom urok.
- Można w niej zatracić drogę.
- Wszystkie drogi wiodą do jednego punktu.
- A tym jest?
- Rozczarowanie.”

czwartek, 22 lipca 2010

Miłość w czasach zarazy - Gabriel García Márquez


Czy to przez przypadek, czy też przez zrządzenie losu, czytam Marqueza zawsze latem i to w najbardziej upalne dni.

Ta książka zachwyciła mnie niemal wszystkim, co w sobie miała, od języka zaczynając, na głębi przesłania kończąc.
Zobaczyłam istotę małżeństwa z zupełnie innej perspektywy. Dostrzegłam, jakim błogosławieństwem jest zestarzeć się razem.
Tu każdy czytelnik ujrzy coś dla siebie. Ta książka jest tak wielopoziomowa, że bez problemu każdy znajdzie w niej siebie i swoje racje osądzi bądź pochwali bohaterów. Ja osobiście wciąż nie potrafię ustosunkować się do zakończenia. Nie umiem odnaleźć w sobie własnego zdania na jego temat. A to dlatego, że wątek który by się zdawał dla innych głównym, dla mnie był pobocznym, a na pierwsze miejsce wyszła idea małżeństwa. To właśnie ono zachwyciło mnie w tej książce najbardziej. Jego głębia, rzeczywistość, trwałość, cierpienie i koniec.

 „Najistotniejszym elementem w dobrym małżeństwie nie jest szczęście, ale trwałość.”

Bo nas wychowują na Kopciuszkach i Królewnach Śnieżkach, które tuż po ślubie żyją długo i szczęśliwie. A małżeństwo zawarte bez miłości jest stereotypowym złem. Marquez cicho burzy wszystkie stereotypy i pokazuje po prostu życie, życie takim jakie ono jest, z całym jego naturalizmem.

czwartek, 15 lipca 2010

Na dobry początek...

Witam! Witam! Witam czytelników, widzów i konsumentów wszelkiego rodzaju kultury!


Zapraszam do czytania, komentowania i korespondowania. Każdy jest mile widziany!

I niech trzy cnoty recenzenta będą z nami wszystkimi!


Elokwencja! Erudycja! Inteligencja!